Adam Lambert: chcę wiedzieć, że ludzie na moich koncertach uprawiają seks [WYWIAD]-muzyka.onet.pl

By Ivaa

Kolejny,genialny wywiad od Kasi Gawęskiej dla portalu muzycznego muzyka.onet.pl. Przyjemnej lektury!ORYGINALNE ŹRÓDŁO

Adam Lambert w 2015 roku odwiedził Polskę trzy razy. W lutym zagrał w Krakowie koncert z zespołem Queen, w sierpniu wystąpił na ESKA Music Awards, a w listopadzie pojawił się w półfinale „The Voice of Poland”. Podczas naszej drugiej rozmowy powiedział mi, że znany jako legendarny zespół rockowy Queen to tak naprawdę grupa pop, opowiedział o swoim albumie, nadchodzącym koncercie w Polsce i zdradził mi swoje nietypowe marzenie dotyczące jego występów. Oprócz tego wyjaśnił, jak to jest uczestniczyć w talent show – w końcu sam zrobił karierę w amerykańskim „Idolu”.

Adam Lambert w tym roku upodobał sobie Polskę. Nic dziwnego – jego album „The Original High” cieszy się tutaj wyjątkowo dużą popularnością, singiel „Ghost Town” pokrył się platyną, a „Another Lonely Night” jest na dobrej drodze, żeby ten sukces powtórzyć. Chociaż wygląda na osobę, która lubi życie w świetle reflektorów (sam przyznaje, że „nie byłby sobą, gdyby powiedział, że nie lubi odrobiny przepychu”), w czasie rozmowy okazuje się niezwykle miłym, zabawnym, skromnym i skupionym na muzyce człowiekiem. 21 listopada, około 1,5 godziny przed jego występem w półfinale „The Voice of Poland”, miałam okazję z nim porozmawiać, a ponieważ było to już nasze drugie spotkanie, nasza rozmowa odbyła się w bardzo luźnej, przyjaznej atmosferze.

Adam Lambert 30 kwietnia 2016 roku wystąpi na warszawskim Torwarze, gdzie będzie kontynuował promocję swojej płyty „The Original High”. Na razie w Polsce można było podziwiać jego możliwości wokalne podczas jego koncertu z grupą Queen oraz w czasie występu Adama w „The Voice of Poland”. 28 listopada od godziny 20:05 na antenie TVP2 będzie można oglądać finał programu.

Katarzyna Gawęska: Ostatnim razem wypytałam cię o twój album, więc dzisiaj chciałabym się dowiedzieć innych rzeczy. W kwietniu wystąpisz w Polsce. Czym różnią się twoje koncerty od tych, które grasz z Queen, i kiedy lepiej czujesz się na scenie?

Adam Lambert: To dwa różne światy, ale oba uwielbiam dokładnie tak samo. Kiedy zaczynałem współpracować z Queen, wiązałem z tym duże obawy. Wiedziałem, że fani zespołu nie będą początkowo reagowali na mnie entuzjastycznie. Sam zresztą podchodziłem do swojej decyzji z lekką dozą sceptycyzmu. Od tamtego czasu minęły cztery lata i czuję się już dobrze na scenie z Queen. Mam wrażenie, że jesteśmy rodziną i łączy nas muzyka. Poza tym na własne oczy widzę, że publiczności podoba się to, co robię na scenie, więc jestem już pewny siebie jeśli chodzi o działalność z zespołem.

Co do moich własnych, solowych koncertów, to raczej nie jestem zbyt nostalgiczny. Nie zastanawiam się, jak te występy wyglądały kiedyś. Patrzę w przyszłość i nie mogę się doczekać, kiedy będę miał okazję, żeby zobaczyć, jakie będą teraz. Mam do tego zupełnie inne podejście niż do współpracy z Queen. Poza tym w przypadku moich koncertów, będę prezentował materiał, w którego tworzeniu brałem udział. Wiem, co czułem, kiedy pisałem każdą piosenkę. Moje solowe koncerty są dla mnie pewnego rodzaju niewiadomą, to dla mnie coś nowego.

 

Twoja cała kariera to takie łączenie sprzeczności. Jesteś gwiazdą popu, a przecież Queen to legenda rocka.

To prawda, ale powiem ci w ramach ciekawostki, że ostatnio doszedłem do wniosku, że Queen to w sumie zespół pop.

Jeśli to, czy dany wykonawca jest artystą pop będziemy oceniać na podstawie jego popularności, to na pewno. Jest coś jeszcze, o czym nie wiem [śmiech]?

Nie, mam tylko to. Chodzi mi o to, że w latach 70. popularny był właśnie raczej rockowy styl. No i twórczość Queen opiera się też na zapożyczeniach z różnych innych gatunków muzycznych, inspiracje czerpali nie tylko z rocka.

A co jest ci bliższe? Wolisz rolę gwiazdy popu czy rocka?

To dla mnie chyba jedno i to samo. Wiesz, po prostu jestem sobą. Kiedy słucham muzyki, nie ograniczam się do konkretnych gatunków. Ja też czerpię inspiracje z wielu rodzajów muzyki. To dla mnie bez różnicy.

Odbiorcy twojej muzyki to głównie młodzi ludzie. Wydaje mi się, że większość z nich jest w podobnym wieku do mnie – mają pewnie około dwudziestu lat. Patrzę na ciebie i widzę zadbanego, świetnie wyglądającego mężczyznę, od którego bije mnóstwo młodzieńczej energii, przez co ludziom łatwo jest zapominać, że masz 33 lata.

Uwierz mi, że nawet ja wolę zapominać, że mam 33 lata [śmiech].

Czujesz się w pełni rozumiany przez tak młodych ludzi, z których większość pewnie nie doświadczyła jeszcze tego, o czym ty śpiewasz?

Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, że mogę nie być w pełni rozumiany przez moich słuchaczy. To ciekawe i dochodzę teraz do wniosku, że rzeczywiście w jakimś stopniu może tak być, ale kiedy tworzę, lubię myśleć, że z moją muzyką będzie w stanie utożsamić się każdy. Nie zastanawiam się wtedy, ile moi słuchacze mają lat, skąd pochodzą, jakiej są płci, jaką wyznają religię, jakie mają preferencje seksualne – to wszystko nie ma znaczenia. Zwracam ogromną uwagę na to, żebym tworzył muzykę, która będzie uniwersalna. Poza tym spójrzmy na to w ten sposób: jesteś moją fanką, jesteś około dziesięć lat młodsza ode mnie, więc mam dla nas idealne rozwiązanie. Będę twoim starszym bratem!

Świetny pomysł [śmiech]!

Mnie się podoba! Mam nadzieję, że moja muzyka pomoże zrozumieć ludziom coś, czego jeszcze nie mieli okazji zrozumieć.

Po naszej ostatniej rozmowie miałam okazję doświadczyć, że Glamberts to jedni z najlepszych fanów na świecie. Ciekawi mnie, czy kiedyś z miłości do ciebie zrobili coś, o czym nie bardzo wiedziałeś, co sądzić?

Chyba nie, bo cały czas staram się jednak skupiać na tym, że naprawdę robią wszystko z miłości. To zwykle usprawiedliwia jakiekolwiek szaleństwa. Czekaj, czekaj, teraz sobie przypomniałem! Myślę, że dwa razy natrafiłem na fan fiction.

To chyba zmora każdego popularnego artysty [śmiech].

Tak, moi fani napisali o mnie jakieś dziwne historie. Pamiętam, że po lekturze tych tekstów pomyślałem sobie, że już nigdy w życiu nie chcę na nie natrafić [śmiech]. To trochę zbyt szalone, nawet dla mnie, a to już coś znaczy.

Zadałam ci to pytanie, bo kiedy w lutym występowałeś z Queen w Krakowie, jakaś para na widowni przede mną nagle zaczęła uprawiać seks, a to raczej niecodzienna sytuacja.

Mówisz poważnie?! Na koncercie Queen?

Mówię całkowicie poważnie.

Dobry Panie… Mam tylko nadzieję, że skończyło się to wspaniałym orgazmem [śmiech]. Przy której piosence do tego doszło? Ile oni mieli lat?

Nie pamiętam dokładnie, ale na oko mieli może około 35 lat.

Pewnie „I Want It All” [śmiech]. Hej, dobrze się bawili! Wiedzą, jak korzystać z życia.

Gdybyś to widział, uznałbyś, że to lekka przesada? Są takie reakcje fanów podczas koncertów, które wyjątkowo cię cieszą?

Jedno jest pewne. Chcę słyszeć więcej takich historii! Chcę słyszeć historie o tym, że ludzie na moich koncertach uprawiają seks. Boże, opowiedziałaś mi tak fantastyczną historię [śmiech]… Ale wracając do pytania, to nie potrzeba mi niczego wyjątkowego. Lubię po prostu, kiedy fani jakoś angażują się w show, kiedy klaskają, krzyczą. Najbardziej uwielbiam, kiedy śpiewają razem ze mną. Kocham takie reakcje, bo to znaczy, że udało mi się nawiązać z ludźmi jakąś więź, a to jest najważniejsze.

Swoją karierę zaczynałeś w amerykańskim „Idolu”, a niedługo po naszej rozmowie wystąpisz w „The Voice of Poland„. Jakie to uczucie, występować w talent show, ale już nie w roli uczestnika, a gwiazdy?

To wspaniałe uczucie, bo mogę być pewien, że ludzie chcą oglądać takie programy ze względu na ich miłość do wokalistów. Włączają swoje telewizory tylko dlatego, że chcą zobaczyć i usłyszeć, jak wokaliści wykonują ich ulubione piosenki, więc scena w takim programie to chyba idealne miejsce, żeby zaśpiewać.

Denerwujesz się?

No coś ty!

Nigdy?!

Nigdy! Jestem weteranem jeśli chodzi o występy w „The Voice” [śmiech].

Większość ludzi uważa, że w talent shows jako uczestnik nie masz kontroli nad tym, co się z tobą dzieje. Musisz robić to, na co nie do końca masz ochotę, ktoś inny wybiera za ciebie piosenki, które wykonasz. Tak rzeczywiście jest?

Z moich obserwacji i doświadczenia wynika, że to bardzo zależy od tego, o jakim uczestniku mówimy. Nie każdy jest kontrolowany. Są też inne czynniki – co tydzień odcinek może dotyczyć na przykład innego gatunku muzycznego. Kiedy byłem jeszcze uczestnikiem „American Idol”, miałem stuprocentową pewność tego, co chcę śpiewać. Miałem też to szczęście, że nawiązałem dobre relacje z ludźmi, którzy tworzyli program. Wydaje mi się, że po prostu mi zaufali, ale mówiąc ogólnie, to owszem, uczestnictwo w takim programie jest ściśle związane ze współpracą z innymi. Wiesz, jakby na to nie spojrzeć, jest to show. Telewizyjne, ale show.

Rozmawiam teraz z tobą, czyli z ekspertem od przedstawień. Dawniej grałeś w teatrze, więc cały czas tworzyłeś show. Nie umiem sobie wyobrazić, jak udało ci się zrezygnować z udziału w sztukach teatralnych i zostać wokalistą. Przecież kiedy śpiewasz, nie ma miejsca na udawanie.

To chyba właśnie dlatego postanowiłem przerzucić się na muzykę. Nawet dzisiaj mogę ci powiedzieć, że gra w teatrze była dla mnie świetną zabawą. Zaprzyjaźniłem się tam z wieloma ludźmi. Mimo to cały czas podświadomie szukałem miejsca, w którym mógłbym być sobą. Chciałem wyrażać siebie i jako artysta robić to, na co mam ochotę. To między innymi dlatego postanowiłem zająć się muzyką. Owszem, przejście ze świata teatru do świata muzyki to droga pełna przeszkód, bo w teatrze śpiewa się w stylu, który raczej nie przeszedłby chociażby w radiu. Zrozumienie tego nowego, muzycznego świata, zajęło mi dobrą chwilę. Pomogło mi to, że kilka lat przed tym, jak trafiłem do „Idola”, zacząłem pracować w studiach nagraniowych i pisać piosenki. Już wtedy próbowałem zobaczyć, jak to wszystko wygląda, więc później było mi trochę łatwiej.

Teraz bycie sobą wychodzi ci już tak dobrze, że stworzyłeś album, który wydaje mi się, że jest dla ciebie bardzo ważny. Może zbyt wiele sobie wyobrażam, ale utożsamiam się z nim, bo wydaje mi się, że opowiadasz o człowieku, który od początku wydawał ci się podejrzany, ale i tak chciałeś się przekonać, jak skończy się wasza historia. W końcu pewnego dnia obudziłeś się, było już po wszystkim i zadałeś sobie pytanie: „Co się właśnie stało? Kim ja jestem?”.

O tak! Masz całkowitą rację. To była właśnie taka sytuacja i taki czas. Wtedy postanowiłem wrócić wspomnieniami do przeszłości, przypomnieć sobie, jaki byłem wcześniej. Zacząłem też myśleć, jak chciałbym, żeby wyglądała moja przyszłość. To zdecydowanie album dotyczący refleksji i próby zrozumienia tego, czego tak naprawdę chcesz od życia i co może cię uszczęśliwić. Na tego typu rozmyślanie potrzeba mi było trochę czasu. Na szczęście wtedy mi go nie brakowało. Zanim przystąpiłem do pisania piosenek na „The Original High” miałem okazję prowadzić „normalne” – a raczej tak bliskie normalnemu, jak to możliwe – życie, czego nie mogłem zrobić przez kilka lat. Dobrze wspominam tamten okres. Odnowiłem kontakt z moimi dobrymi przyjaciółmi, cały czas integrowałem się z ludźmi, trochę też porandkowałem. Tak, fajnie było po prostu trochę pożyć.

Właśnie chciałam cię zapytać, czy masz czas, żeby pożyć, doświadczyć nowych rzeczy, o których później będziesz mógł śpiewać.

Teraz na pewno nie, ale wtedy nie było z tym problemu i naprawdę dobrze mi to zrobiło.

Gdybyś miał trochę wolnego czasu, mógłbyś pójść na przykład na Glastonbury, gdzie zobaczyłbyś Kanye Westa wykonującego „Bohemian Rhapsody”. Nie mogę się oprzeć i muszę cię zapytać – co sądzisz o tym występie?

Cóż… Co by tu powiedzieć… Może tak: ja na przykład nigdy nie rapuję. Mam dobre powody, żeby nie rapować. Tak, myślę, że to moja odpowiedź [śmiech].

Może na koniec pomożesz mi rozwiać wątpliwości na temat tego, dlaczego nadal odpowiadasz na pytania dotyczące twoich preferencji seksualnych, chociaż nie ma to żadnego związku z muzyką? Jasne, przyznałeś, że jesteś homoseksualistą, ale to było dawno i chyba każdy powinien już to zaakceptować, a tymczasem ludzie nadal cię o to wypytują, jakby to miało cię definiować, a przecież jesteś przede wszystkim artystą. Czujesz potrzebę mówienia o tym, żeby pomagać innym ludziom?

O tak, mam do tego dokładnie takie podejście, jak ty. Jestem trochę rozdarty między chęcią pomagania innym, a osobistym niezadowoleniem związanym z ciągłym wałkowaniem tematu mojej seksualności. Cały czas mam przeczucie, że mogę wprowadzić na świecie jakąś małą zmianę, pomóc chociaż jednej osobie, dodać jej odwagi. Równocześnie zdaję sobie sprawę, że na moją osobowość składa się mnóstwo innych czynników, że stać mnie na więcej. Wydaje mi się, że zwykli ludzie i fani nie mają z tym żadnego problemu. Tak jak powiedziałaś, to tylko media ciągle interesują się moją seksualnością, więc to chyba coś, co muszę po prostu zaakceptować.

Adam, dziękuję ci za rozmowę i do zobaczenia później na planie „The Voice of Poland”!

Dziękuję! Baw się dobrze! Cieszę się, że mogliśmy się znowu spotkać. Do zobaczenia później!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A tu macie wywiad od portalu muzyka.interia.pl

WYWIAD

Jest w formacie tekstowo-filmowym (są 3 filmiki,nie ma lektora polskiego są napisy)

 

 


 Category: News Wywiady

Leave a Reply

*

error: Content is protected !!