ADAM LAMBERT: Furia i Pasja (i Wysokie Obcasy)

Tłumaczenie-Annie

LINK DO ARTYKUŁU

[Uwaga, oryginalny autor tekstu nie przebierał w słowach, zwłaszcza pisząc o sędziach Amerykańskiego Idola – przyp. tłum.]

[tekst pod zdjęciem: OBOŻE! On patrzy w naszą stronę! Aaaaaaa!]

Przez cały sezon, byłeś jednym z najlepszych, najbardziej oryginalnych uczestników, jakich widziałem w tym programie. I cała idea tworzenia takich programów to nadzieja na znalezienie gwiazdy światowego formatu. Wierzę całym sercem, że znaleźliśmy ją w tobie.” – Simon Cowell, Amerykański Idol

Czy Adam Lambert jest obecnie najlepszym wokalistą świata?

Adam Lambert w pełni przygotowany wybił się na międzynarodową scenę ze swoimi błyskotliwymi występami w Amerykańskim Idolu w 2009 roku. Dlaczego wyskakuję z tym panegirykiem1 aż po sześciu latach? Jedno słowo: QUEEN.

Kiedy usłyszałem, że Queen wyruszyło w trasę koncertową z jakimś gościem o imieniu Adam Lambert (długo po tym jak wokalista Bad Company, Paul Rodgers, się ulotnił), cóż, weźmy to w ten sposób: Jeżeli Sean Penn2 mówi, że jesteś wystarczająco dobrym aktorem, by grać w filmie, który reżyseruje, nie jesteś tylko „wystarczająco dobry” – jesteś świetny! I tak samo, jeżeli Brian May myśli, że jesteś wystarczająco dobry, by zostać frontmanem jego genialnego pod względem muzycznym zespołu, nie jesteś tylko „wystarczająco dobry” – It’s a Kind of Magic! (tłum. „To szczypta magii!”)

Kiedy zespół pod szyldem „QUEEN + Adam Lambert” koncertuje ze sobą już od dwóch lat, uznałem, że nadszedł czas, by przekonać się, co to za gość ten Lambert, i zobaczyć skąd ten cały szum. (O YouTubie, źródło archiwalnych pamiątek!). I czyste mistrzostwo w swojej dziecinie tego młodego czarodzieja po prostu mnie powalio, wcisnęło w fotel z nieokiełznaną wirtuozją. I w szoku, ze smutkiem, zdałem sobie sprawę, że… moi właśni muzyczni herosi sprzed lat zostali zastąpieni przez ten nowszy model. (I to jaki model!)

Lambert jest „jedyny w swojej lidze” i to niesamowite, że pasożyty Amerykańskiego Idola, które nazywają się jurorami, wykorzystały dokładnie to określenie, by go opisać. (Może użyli tego też do innych ludzi – nie wiedziałbym, nie oglądam tego gloryfikowanego brudu karaoke – ale akurat w tym przypadku mieli rację z tym wyjątkowym wokalistą!)

Cytat Simona Cowella nie rozpoczyna tego artykułu, ponieważ potrzebuję go do potwierdzenia mojej opinii, ale ponieważ jestem zszokowany, że nawet tak niewykwalifikowani tępacy jak Cowell mogą rozpoznać niezwykły talent Lamberta. Ale dlaczego poprzestawać na tępakach? Usłyszmy szczerą pochwałę od boga wśród ludzi, Briana May’a:

[filmik https://www.youtube.com/watch?v=ujSncblQ1bw]

To jest głos przechodzący wszelkie oczekiwania. Część ludzi to rozumie, ale nie sądzę, by cały świat zdawał sobie sprawę z tego, jak niesamowitym Adam jest piosenkarzem” – Dr. Brian May, Queen

Niektórzy mogą mniemać: Oczywiście, że wypada, by May wychwalał umiejętności Lamberta – aby sprzedać bilety na ich koncerty. Ale ci cynicy nie rozumieją jednego: Brian May nigdy nie pozwoliłby nikomu WEJŚĆ do zespołu jako frontman – osoba, której wszyscy najwięcej się przypatrują, zważając na dziedzictwo Freddiego Mercury’ego – JEŻELI ta osoba nie byłaby tak potężnym kalibrem. (A jeśli chcesz się skupiać na stronie kapitalistycznej: Jeżeli May wpuściłby do zespołu flądrę, świat wyszedłby na ulicę, sprzedaż biletów by zmalała, na ulicach pojawiłby się chaos i rozróba).

I tak jak do wszystkiego, co „nowe”, podchodzimy do tego z ostrożnością: „Cóż, Brian May pewnie robi się za stary, po prostu chce grać swoje piosenki…” Ale prawda wychodzi na wierzch bez zaproszenia, kiedy tylko oglądamy jak Lambert śpiewał w Idolu… Black and White Jacksona (Hmm, świetna przeróbka! Pozwala nam docenić jak mocny był występ Jacksona i – właśnie śpiewam wersję Adama w mojej głowie, zamiast oryginału), potem Cryin’ od Aerosmith (O matko! Te wysokie dźwięki dosłownie przekraczają skalę Tylera!), i wreszcie dostajemy największego kopa nie z powodu potężnych wrzasków, ale z Tracks of My Tears Robinsona (pozwalając temu płynąć z własną pasją, subtelnością i smutkiem, który zaskoczył samego Smokey’a [Robinsona]). Wtedy, kiedy jesteśmy już rozłożeni na łopatki, dostajemy kolejny cios ze strony Ring of Fire Cash’a (odmienionego i wykonanego tak unikalnie, że Cowell wydobył ze swojego pierwotnego mózgu jaskiniowca tylko tyle, że nie umiał tego zrozumieć). A to tylko kilka szczytów tego sezonu wypełnionego zapierającymi dech w piersiach występami, które pozostawiły resztę jego „konkurentów” czołgających się u jego obcasów. (I to jakich obcasów!)

A jednak przegrał. (Demokracja w pełnej krasie. Pozwolić Wielkim Nieczystym głosować – to nie jest dobry pomysł.)

Jako runner-up do… do… ech… Nie wyszukujcie go! Wyzywam was, byście z pamięci powiedzieli mi, kto wygrał Amerykańskiego Idola w 2009 roku! Znając go czy nie, ten zwycięzca nie jest oczywiście pozbawiony wartości jako wokalista. Cholera, przecież dostał się do finału, jakimś trafem prześlizgnął się przez szczelinę przeznaczenia i wygrał! Ale on jest kwintesencją tradycyjnego wizerunku przeciętnego wokalisty rock’n’roll: dobrze opanowany głos z krztyną emocji i nadmiarem introspekcji, jak James Taylor albo John Meyer.

Adam Lambert, z drugiej strony, jest SUPERGWIAZDĄ. W każdym tego słowa znaczeniu. W ostatnich występach w Idolu, połączył siły z moimi dwoma herosami – KISS i Queen! (Na konto Briana May’a, finał Amerykańskiego Idola, to moment, kiedy spotkał Adama po raz pierwszy. Od tamtego momentu ich relacja będzie nieśmiało kwitnąć przez następne kilka lat.) Przez cały ten czas – od jego castingu do finału – jakimś cudem sędziowie Idola (w szczególności Cowell) „oskarżali” Adama o zbyt dużą „teatralność”, cokolwiek to znaczy. Fakt, że dorastał jako dziecko śpiewające w teatrze muzycznym jedynie umocnił jego odwagę jako wykonawcy. I spójrzmy jak dużo bardziej komfortowo wyglądał w porównaniu do swojego współ-finalisty wśród nadteatralności KISS i Queen! Mógł z czystym sumieniem wykazać, że jego „teatralność” działała jedynie na korzyść we współpracy z artystami światowego formatu. To jest w cholernym tytule waszego głupiego show, debile – nie szukacie jakiegoś tam sobie piosenkarza, który śpiewa czysto nosząc jeansy i patrząc się na swoje stopy – szukacie Amerykańskiego IDOLA – kogoś, kto emanuje pretensjonalnością, szczodrością i wizerunkiem showmana! Co zabawne, Cowell i spółka oskarżali Tego Drugiego Gościa o bycie zbyt mdłym i nie posiadanie wystarczającej charyzmy. Zdecydujcie się albo spieprzajcie, ignoranckie dupy wołowe!3

Cowell starał się trzymać kamienną twarz będąc „obiektywnym”, ale szybko się zmienił, a my mogliśmy zobaczyć jak przez szczeliny w jego wizerunku dupka wygląda ukrywający się Glambert – ponieważ Adam jest siłą natury, której nie da się oprzeć; Randy Jackson nie ukrywał niezmiennej miłości do Lamberta: „Kombinacja Stevena Tylera z Fallout Boy’em i Robertem Pattinsonem ze „Zmierzchu”. Gościu, powinieneś być gwiazdą rocka już teraz.” On po prostu nie mógł uwierzyć, jak Adam sięgał tych wysokich nut i był w stanie normalnie po tym mówić. A Paula Abdul najchętniej znalazłaby go w swoim łóżku.

[podpis pod kolażem: Lambo III: Wiele Twarzy Jednego Głosu]

Poszukując odpowiedniego dźwięku do tak wielu różnych piosenek, Lambert udowadnia, że nie chodzi tu tylko o sięganie najwyższych nut, aby wywołać „wow” u publiczności, ale o wiedzę, kiedy tę nieograniczoną siłę wykorzystać; nie chodzi tylko o śpiewanie tekstu i pozowanie, ale o posiadanie wrodzonego zrozumienia, by wykonać piosenkę z odpowiednim wyczuciem. Jego brzmieniu na wszystkich skalach nie jest w stanie dorównać większość rockowych piosenkarzy z obecnych czasów, a także z przeszłości. I większość rockowych piosenkarzy u szczytu swoich możliwości w przeszłości. Tak, właśnie zbluźniłem przeciwko wszystkim waszym herosom – SWOIM TEŻ.

Ludzie rzucają we mnie wirtualnymi pomidorami, nawet kiedy biegnę, by się ukryć.

…Spokojnie, nie obrażam waszych idoli. Są przecież także moimi! Ci idole sprowadzali nas do łez w ferworze inspiracji, sprawili, że bylibyśmy gotowi umrzeć dla tej sztuki. Ja tylko mówię, że ktoś wszedł w ich szeregi w najbardziej przełomowy i wybuchowy sposób.

Co daje mi do tego prawo? Cóż, nie jestem jakimś małolatą szukającym nowej gwiazdki ani niewykształconym sędzią Amerykańskiego Idola; jestem starym, cynicznym muzykiem, który wszystko już słyszał – i dobre, i złe, i z playbacku, i auto-tune – a wokalizy Adama Lamberta są jak znicz olimpijski między tym białym szumem4 cuchnącej miernoty. Żyjemy w społeczeństwie przyzwyczajonym do superlatywów, więc ja tylko wyłuszczam mój argument. Adam Lambert – z pełnym asortymentem: głosem, wyglądem, sposobem bycia, sprzedażami płyt, postawą, etyką pracy, garderobą, image’m, występami – jest obecnie najlepszym wokalistą na świecie. I ma ten sceniczny chód, arogancję, ale i pokorę, umiejętność śmiania się z samego siebie, inteligencję, urok, prestiż, parcie, fryzurę, obcasy…

Niesamowite oczy, polakierowane na czarno paznokcie, trzydniowy zarost i pompadur w stylu Elvisa – klasyczny temat wywiadów; doskonały wykonawca – i te powalające buty na wysokim obcasie. Co z tego, że ma imponujące 186cm wzrostu – dodaj te pięciocentymetrowe, pokryte kryształowymi ćwiekami obcasy i będzie on górował nad tobą niczym Inferno (którym zresztą jest).

No, ale porównajmy to, co rzeczywiście jest sens porównywać. Adam jest lepszy niż większość moich idoli, żyjących lub nie, u szczytu ich kariery, a także niż większość twoich, jeśli spojrzysz obiektywnie. Oczywiście, bardziej PODOBA Ci się szorstki głos Bona Scotta5 (mnie też), ale na poziomie akademickim, Adam Lambert może śpiewać wyżej i czyściej, i potężniej. Możesz ZACHWYCAĆ SIĘ piekielnym brzmieniem Dio6 (ja tak), ale Lambert wprowadza różnorodność do jego skali (która jest szersza niż Dio) i intensywności brzmienia, która sprawiłaby, że Dio zacząłby czcić Jezusa zamiast Szatana. Możesz odczuwać EARGASMY przy power-falsecie Halforda7 (ja tak), ale chociaż Adam mógłby śpiewać Halforda (och, no co ty!), Halford nie mógłby zejść na ziemię i zaśpiewać ballady tak wzruszająco jak Lambert. I osobiście WOLĘ poprzedniego plus-wokalistę Queen, zapiaszczonego Paula Rodgersa, w wielu piosenkach Queen od Adama (tak jak wiele fanów Queen WOLI przedziwne covery Marka Martela w Queen Extravaganza8), ale Lambert – znowu – stanowi PEŁEN ASORTYMENT.

Możesz być zauroczony Elvisem, Frankiem, Dino, Sammy’m, Pavarottim, Jaggerem, Gillanem, Springsteenem albo uwielbiać wyjątkowy styl wokalny Lindsey’a Buckingham, Toma Petty, Roberta Planta, Dona Henley’a, Geddy’ego Lee, Sebastiana Bacha, Chrisa Cornella, Josha Grobana, Steve’a Perry… Wszyscy ci mężczyźni mają wyróżniające się głosy, które idealnie pasują do muzyki, którą wydają, i to jest to, co czyni je wyjątkowymi i równymi sobie. I nie mam zamiaru wykłócać się, by zastąpić ich głosy głosem Lamberta na ich nagraniach. Nie. Te piosenki, ci artyści, te występy pozostają drogocennymi klejnotami w firmamencie muzyki. Jednakże, Lambert – w tym momencie – bez problemu rozgniata ich swoim obcasem.

O i oczywiście są też ci, których czas niestety się skończył (Paul McCartney, Paul Stanley, Joe Elliott, David Coverdale, Roger Daltrey), których Adam może teraz przewyższyć wokalnie. A oto sedno: Lambert jest teraz niewiele po trzydziestce, a ci artyści nawet w swoich najlepszych latach (ich późnej dwudziestce do wczesnej czterdziestki) nie mogliby dorównać sile i skali Adama. On naprawdę jest nową rasą ponadprzeciętnych genetycznie X-manów. Nie mówię tego lekko. Dorastałem pragnąc uosobienia rock’n’rollowego głosu Paula Stanley’a9; tak samo z Daltrey’em10 (jak bardzo jestem zakochany w takim sposobie śpiewania i wyrazu, tonacji, akcencie, we wszystkim), więc z żalem i zawodem widzę moich idoli, moje gwiazdy przewodnie, zgromionych przez tego homo-ponadprzeciętniaka. (I to jakiego homo!)

Masz taką trochę pracę na weekend – jako wokalista Queen.” – Alan Carr, Chatty Man (talk show)

[tekst pod obrazkiem: Fajna praca, kiedy możesz ją dostać]

Nagle Queen ma legion nowych fanów dzięki połączeniu sił z Adamem Lambertem. A Adam nie jest niewinnym naiwniakiem: jestem pewien, że ślini się na widok legionu fanów Queen idących w drugą stronę – fanów, którzy są głodni wszystkiego, co związane z Queen lub przyległe do Queen, obecnie wypychając kieszenie obozowi Lamberta kupując jego płyty i merch.

I największe bluźnierstwo/najgorsza prawda, z którymi trzeba się zmierzyć: Czy Adam Lambert jest lepszy niż Freddie Mercury? Świątynia się burzy, chaos i rozróba na ulicach, Słońce drży, planety się trzęsą… Ponieważ to złe pytanie. Powinno ono brzmieć: Czy Lambert zastępuje Freddiego godnie, dostarcza widowni utwory Queen z należytym respektem? Freddie jest niezastąpiony jako siła natury, jaką był; tekściarz, pianista, frontman, wokalista, aranżer, oryginalny członek zespołu Queen. Ale jako wokalista na żywo, Freddie miał swoje gorsze momenty. (Apologeci11 Queen zdają się mieć tonalne upośledzenie, broniąc Freddiego przeciwko każdemu, nie tylko Adamowi). Adam Lambert wypełnia zadania wokalne Freddiego lepiej niż Freddie u szczytu swoich sił. Czekam na więcej pomidorów.

I Adam jest gejem! Otwarcie, dumnie, głośno. Mam tu na myśli jego naturalną teatralność – która pozwala mu pójść na całość na scenie z Queen – połączoną z wyraźnym dodatkiem macho, które zbliżają go do Freddiego bardziej niż jakiegokolwiek innego piosenkarza we wszechświecie. (Jego ryzykowna piosenka i sugestywne video For Your Entertainment stawia go 10 pól bliżej Freddiego…)

Znowu, niebezpieczne pomidory.

Ale nie możesz śpiewać Who Wants To Live Forever (z jego oryginalną melodią, coś, czego nawet Freddie – który śpiewał na oryginalnym nagraniu – nie potrafił zrobić na żywo) i NIE być jednym z najlepszych piosenkarzy na świecie.

Adam Lambert naprawdę wprowadził Queen z powrotem In the Lap of the Gods. (tłum. „W krąg bogów”)

Kocham piosenkarza, nie piosenki

Tak przy okazji, nie jestem rozkochany w oryginalnym materiale Adama Lamberta. (Wytchnienie dla fanów Queen, jad ze strony Glamberts.)

Ponieważ:

  1. Nie jestem w grupie wiekowej, która jest powalona gwiazdą rocka. To już nie jest taka ważna część mojego życia. Nastolatkowie i dedykowani fani, którzy czekają na każdy jego oddech są pod wpływem muzyki Lamberta na tym etapie swojego życia, więc będzie ona z nimi żyć jako klasyka. Jest chwytliwa, taneczna i sprośna. Nie ma w tym nic złego. Jego solowe albumy wystrzeliły się na szczyty notowań. Niczego mu nie żałuję. Na wszystko zasłużył. To po prostu nie jest gatunek/brzmienie, które mi się podoba.
  2. Pop-dance’owy materiał Adama wyszedł w milenium, gdzie jesteśmy tak przyzwyczajeni do słuchania idealnie obrobionego wokalu nagranego w auto-tune, że musimy wręcz przypominać sobie, że Adam potrafi idealnie odtworzyć dokładnie te, niełatwe linie wokalu na żywo (bez playbacku, bez pięciu ludzi w chórkach śpiewających za nim główną melodię, bez auto-tune). Na jego nagraniach, głos Lamberta jest zagubiony w „mgle produkcyjnej” piosenek do tańca. Jego gra aktorska w teledyskach jest godna pochwały, jakość produkcji jest z najwyższej półki, ale piosenki czasami dają się odczuć jako wypełniacz tła. Podczas gdy Lambert znajduje się jako tekściarz, wydaje farfocle dla swoich fanów, by utrzymać synergię swojego meteorycznego lotu.

Ostatnie słowo na temat tego, co kocham w tym człowieku: w czerwcu 2015 roku, w porannym występie dla Good Morning America12, Lambert zaśpiewał swoje oryginalne kawałki w Central Parku, NY, ogołocony do czteroosobowego zespołu i prostej czerwonej koszuli i skórzanych spodni – bez wielkiego show ze światłami, bez eksplozji maszyny do dymu, bez teatralnych kostiumów, bez obcasów! Pokazuje nam, że jest wystarczająco świadom samego siebie, by nie przywiązywać się do image’u, wystarczająco pewny, by nie kryć się za NICZYM. I, w przeciwieństwie do nagrań, pokazuje potężne wersje swoich piosenek, co tylko wybija je jeszcze bardziej. Podczas wywiadu z gospodarzami GMA: chociaż wstrząsnął światem – dosłownie – z Queen, z Idolem, ze zdumiewającymi i kontrowersyjnymi występami w telewizji, zachowuje się z gracją, która zaprzecza jego długiemu doświadczeniu i młodemu wiekowi. To nie jest jakiś gnom, który działa jedynie dzięki popularności boys-bandu i sztucznie wytworzonej ekscytacji; bez ruchów dłoni godnych dresiarzy, bez głupkowatej gadki; jest tak realny, jak tylko się da. Prawdziwy oryginał.

Nie mam wątpliwości, że ta młoda kometa w swojej spektakularnej przyszłości wyprodukuje coś wartego płaczu, coś, za co warto umierać.

KONIEC

1Panegiryk – uroczysty tekst pochwalny, sławiący konkretną osobę, czyn; utwór często pełen przesadzonego zachwytu (wg. SJP)

2Sean Penn – amerykański aktor, producent, scenarzysta, reżyser i dziennikarz. Dwukrotny laureat Oscara.

3Ja nie udaję. On naprawdę tak się do nich wyrażał. (przyp. tłum)

4Szum biały – rodzaj szumu akustycznego o całkowicie płaskim widmie. (źródło: Wikipedia)

5Bon Scott – wokalista AC/DC.

6Dio – amerykańska grupa heavymetalowa, założona przez wokalistę Ronnie’go Jamesa Dio.

7Rob Halford – wokalista zespołów Judas Priest, Fight, 2wo i Halford.

8Queen Extravaganza – tribute band wymyślony przez Rogera w 2012, składający się z 10 członków (m.in. Marca Martela, który zasłynął na YouTubie coverem „Somebody to Love”).

9Paul Stanley – amerykański muzyk rockowy; współzałożyciel, gitarzysta, wokalista glam/hardrockowej grupy KISS (z którymi, tak na marginesie, Adam śpiewał w trakcie Idola).

10Roger Harry Daltrey – wokalista zespołu The Who.

11Apologeta – 1. «obrońca jakiejś idei, sprawy albo osoby» 2. «pisarz chrześcijański w II–IV w. n.e., broniący swojej religii przed zarzutami i oskarżeniami przeciwników» (wg. SJP)

12Mowa o tym występie (link do artykułu na adamlambert.eu)


2 komentarze

    • Luiza, Luty 14, 12:04

    Uśmiałam się czytając ten artykuł 😀 Adam jest niesamowitym artystą z niepowtarzalnym głosem.

    • Nab, Styczeń 16, 00:18

    Wow!Popłakałam się!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*