Adam Lambert Niech nam długo króluje- wywiad z gazetą WINQ

By Ivaa

Oto tłumaczenie wywiadu oraz skany z gazety WINQ. Dziennikarz tego magazynu spotkał się z Adamem w Niemczech w czasie trwania TOHT i przeprowadził z nim bardzo ciekawy wywiad.  Zdjęcia użyte w magazynie nie są nowe- pochodzą one z sesji dla Hunger TV z 2015 roku.

Tłumaczenie wywiadu- Annie

Skany z magazynu- Ivaa

Okładka

DSCN0005

Adam Lambert

Pierwszy otwarcie przyznający się do homoseksualizmu mężczyzna, który trafił na szczyt notowań Billboard, o zastępowaniu niezastąpionego Freddiego Mercury’ego i wychodzeniu poza schematy.

Spis treści

DSCN0006

Reklama prenumeraty w formacie papierowym oraz digital

DSCN0007

DSCN0018

Skany z wywiadem oraz zdjęciami

DSCN0008

DSCN0009

DSCN0010

DSCN0011

DSCN0012

DSCN0013

DSCN0014

DSCN0016

DSCN0017

Adam Lambert

Niech nam długo króluje1

Tego lata, runner-up Amerykańskiego Idola, który stał się później sensacją muzyki pop, Adam Lambert, zastąpi niezastąpionego Freddiego Mercury’ego w pięciotygodniowej trasie po europejskich festiwalach wraz z pozostałymi członkami zespołu Queen. Spotkaliśmy się z nim, by porozmawiać o muzyce, melancholii i wychodzeniu poza binarne konwersacje.

Pomimo trwania aż piętnaście sezonów, z nie mniej niż 178 finalistami, lista globalnych sukcesów osiągniętych dzięki Amerykańskiemu Idolowi jest zawstydzająco krótka. Zwyciężczyni pierwszego sezonu Kelly Clarkson sprzedała niebywałe 25 milionów albumów na całym świecie. Carrie Underwood zgarnęła siedem Grammys za swoją muzykę country, podczas gdy Jennifer Hudson otrzymała Oskara za rolę w Dreamgirls i udowodniła, że jest mistrzynią sceny, ekranu i głośników. Sukces Jordin Sparks rozkwitł i utknął w martwym punkcie, a runner-up sezonu drugiego Clay Aiken jest bardziej znany ze swoich występów w reality show i aktywizmu w stosunku do ludzi LGBT niż ze swojej muzyki.

W takiej sytuacji Adam Lambert jest kimś wyjątkowym. Po pierwsze, jest najlepiej sprzedającym się artystą płci męskiej, który wybił się dzięki temu programowi. Co więcej, jego sukces osiągnął skalę globalną – i to nie tylko dlatego, że w ciągu ostatnich pięciu lat był on wokalistą Queen, jednego z największych i najbardziej ukochanych zespołów rockowych wszechczasów. Odkąd opuścił Idola w 2009 roku, kończąc na miejscu drugim, wydał trzy albumy studyjne, które sprzedały się w liczbie ponad 2,5 miliona na świecie – zeszłoroczne The Original High może odliczyć sobie milion z tego, lądując w top 10 notowań albumów w wielu krajach świata, w tym w UK. Jego drugi album, Trespassing, umieścił go w księgach rekordów: zadebiutował na pierwszym miejscu notowania US Billboard 200, a Lambert został pierwszym otwarcie przyznającym się do homoseksualizmu artystą, który trafił na szczyt. Jego fani, znani jako Glamberts (idealna kombinacja słowotwórcza dla jego efektownej estetyki), konkurują nawet z Beyhive od Beyoncé i Little Monsters Lady Gagi pod względem niezwykłego oddania, obejmując jednak bardziej zróżnicowaną pod względem wieku publiczność, głównie dzięki jego popularności w puszczanym w sobotnie wieczory programie telewizyjnym oglądanym przez miliony.

Porozmawiałem z tym piosenkarzem o nienagannych manierach i równie nienagannej fryzurze podczas niemieckiej części jego globalnej trasy solowej, jeszcze przed jego wyprzedanym koncertem w Hamburgu. „Mam przyjemne wspomnienia z Niemcami,” mówi mi. „Mieszkałem tu, kiedy byłem młodszy podczas występowania w musicalu, więc dobrze jest tutaj wrócić.” Coś w możliwości niesamowicie-amerykańskiego Adama Lamberta mówiącego gardłowym niemieckim nakłania mnie, aby spytać, czy udało mu się nauczyć trochę tego języka. „Nie mam tak naprawdę talentu do żadnego języka, z wyjątkiem angielskiego!” śmieje się w odpowiedzi. „Podłapałem tylko kilka zwrotów tu i tam.”

Na szczęście dla jego fanów z innych krajów, jego brak zdolności w językach nie powstrzymał go od występowania na całym świecie. Przygotowując się do wywiadu, zastanawiam się, czy widzi dużą różnicę między amerykańską a europejską publicznością. „Wiesz, jest sporo podobieństw, ale widzę również, uch…” waha się, zanim kontynuuuje: „Widziałem mnóstwo uroczych fanów! I prawdopodobnie nie powinienem tu o tym wspominać, ale są też trochę młodsi tutaj, w Europie…”

To przykład klasycznego Lamberta, lekko czarny humor zamaskowany przez żarty i zabawę. Ci, którzy śledzą jego karierę od czasów Idola wiedzą o tym doskonale: wskoczył na swoje pierwsze przesłuchanie – śpiewając nic innego jak „Bohemian Rhapsody” Queen – i pomimo (albo też dzięki) swojej odważnej lewicowej, teatralnej, krzykliwej gejowatości oczarował sędziów. Jego styl – taki gotycki glam rock – był zdecydowanie prowokujący, wyrażał indywidualność; jego głos był narzędziem przygotowanym do schodzenia nisko i osiągania wysokich nut; występ, bezwstydnie melodramatyczny, nie pozwał ci oderwać wzroku.

Siedem lat później, 34-latek dojrzał zarówno w swoim wyglądzie jak i dźwięku, a teraz wchodzi w miejsce niepowtarzalnego Freddiego Mercury’ego na trasę po europejskich festiwalach wraz z Queen. Po naszej rozmowie, obiecuje, że ma zamiar „zacisnąć lederwerki, napić się trochę piwka i zjeść smażoną kiełbasę,” a ja jestem skłonny mu uwierzyć…

Większość ludzi wie, że sławę zyskałeś dzięki Amerykańskiemu Idolowi, który właśnie zakończył się po 15 sezonach. Czułeś w związku z tym jakąś melancholię? Jak czułeś się wiedząc, że program się kończy? To jasne, że odegrał ważną rolę w twojej karierze.

Tak, wszystko musi się skończyć – wszystkie dobre rzeczy. Mam mnóstwo przyjemnych wspomnień, dobrze bawiłem się w programie i wiele się nauczyłem. On naprawdę mnie wybił i pomógł dotrzeć tu, gdzie jestem teraz. Cóż, pomógł mi osiągnąć pozycję, która pomogła mi dotrzeć tu, gdzie jestem. Oznaczył mnie na mapie, umożliwił zrobienie kroku do przodu i przedstawił mnie ludziom.

Jesteś jednym z bardzo niewielu uczestników Idola, którzy naprawdę osiągnęli niebywały światowy sukces. Jak myślisz, dlaczego udało się to tobie, a nie innym?

Och, nie wiem… Myślę, że to kombinacja wielu różnych rzeczy. To trochę szczęścia, to coś, co może jest oparte na mojej osobowości, to dobre wyczucie czasu, a także zebranie razem dobrego zespołu. Przeszedłem przez kilka różnych sytuacji od programu, w przypadku wytwórni i managementu. To ciągły proces oparty na nauce; to proces dorastania.

Wydałeś swój trzeci album, The Original High, w zeszłym roku, który wspaniale poradził sobie w Ameryce i w Wielkiej Brytanii – wiem, że to był pierwszy album, który dotarł do top 10…

Woho!

Właśnie – dobra robota. Czy to był dla ciebie wielki moment?

Oczywiście – byłem pod sporą presją w związku z tym albumem. Opuściłem swoją poprzednią wytwórnię i zaryzykowałem robiąc to, a potem szybko dostałem kontrakt w nowej i mogłem pracować z Maxem Martinem i jego zespołem. Więc było tu dużo nowych elementów, a my zdecydowanie chcieliśmy zrobić co, co byłoby współczesne i świeże, a to przewróciło dla mnie stronę stylistycznie. Myślę, że udało nam się to wszystko osiągnąć; miałem naprawdę dobry zespół, z którym pracowałem nad albumem i jestem z niego dumny.

Czy masz jakieś ulubione kawałki z tego albumu, które najbardziej lubisz wykonywać na żywo?

O Boże, to jest trudne pytanie – to taki Wybór Zofii2 [śmieje się]. Piosenki w różny sposób odzwierciedlają różne części mojej osobowości. Fajną stroną tego albumu jest to, że jest on bardzo osobisty, opowiada o mojej perspektywie, z jaką patrzę na życie, ale jednocześnie – i pracowaliśmy ciężko, żeby to osiągnąć – odzwierciedla trochę ludzki stan. Zwłaszcza to pokolenie, gdzie jesteśmy teraz jako społeczeństwo. Myślę, że wiele ludzi patrzy za czymś, ale nie wie, gdzie to znaleźć. Żyjemy w czasach, kiedy wszyscy jesteśmy przywiązani do technologii, mediów społecznościowych i innych takich, które zdają się być drogą do komunikacji, ale w wielu płaszczyznach nas od siebie izolują. To taka aura melancholii i rozczarowania i na niej starałem się skupić. To właśnie do tego powracają wiele piosenek, tego słodko-gorzkiego „Będzie dobrze, poradzę sobie, ale ‘hmm, czuję taką melancholię’”, wiesz?

W melancholii jest jednak siła, czyż nie?

Myślę, że to życie. Moim zdaniem w takim momencie śpiewanie piosenek, które są dwuwymiarowe – „Jestem teraz szczęśliwy!”, „Teraz jestem smutny” – nie wydaje się realne. Chciałem, by na albumie znalazły się piosenki, które są bardziej złożone, ponieważ życie jest bardziej złożone. Więc, chciałem móc wykorzystać trochę smutne słowa w piosence porywającej do tańca… Tak, aby wrzucić wszystko razem i dać ci lekarstwo, wywołując jednocześnie łzy.

Miałeś trzyletnią przerwę między wydawaniem każdego z trzech albumów, podczas gdy przemysł muzyczny, szczególnie dla nowicjuszy, wydaje się biec znacznie szybciej. Czujesz też tą presję?

Wiem, co masz na myśli. Tak, to prawdopodobnie ekscytujące, kiedy masz nowy materiał na rynku i dla fanów. Myślę, że każdy ma swoją własną trajektorię i ta, na której jestem teraz, na razie dla mnie działała. Kto wie, ile czasu zajmie, zanim wyprodukuję nowy materiał? Może będzie to krócej, może będzie podobnie, nie wiem. Muszę czuć się z tym dobrze, to najważniejsze. To musi być odpowiedni materiał, a ja muszę czuć, że wychodzi w odpowiednim czasie.

Niedawno wydałeś „Welcome To The Show,” a oprócz tego śpiewasz na nowym singlu Steve’a Aoki’ego „Can’t Go Home”. EDM [elektroniczna muzyka taneczna] to dla ciebie dość nowe brzmienie, ale wydaje się bardzo dobrze brzmieć z twoim głosem, zwłaszcza na tej piosence. Skąd wzięła się ta współpraca?

To było dość przypadkowe, przez kogoś, z kim ja kiedyś pracowałem, a teraz on pracuje. Usłyszałem demo i reszta potoczyła się sama. Udałem się do studio razem ze Stevem i on był taki cool, taki miły. Była między nami naprawdę dobra energia, a on dał mi dużo wolności, mówiąc: „Po prostu to zrób.” Wtedy ja nagrałbym coś i spytał: „No, i co myślisz?”, a on na to „Rób, co chcesz, brzmi świetnie!” Dla mnie, osobiście, jest to najlepsza energia, z jaką można tworzyć, ponieważ bywam trochę zasadniczy, więc dobrze, jeśli mam obok siebie kogoś zrelaksowanego dla równowagi. Stworzył wspaniałą atmosferę pracy.

Oczywiście, musimy też porozmawiać o Queen. Występowałeś z nimi przez ostatnie pięć lat, a także śpiewałeś „Bohemian Rhapsody” na przesłuchaniu do Amerykańskiego Idola. To musi być jak marzenie, ponieważ widać, że jesteś wielkim fanem – jak do tego doszło?

Zostali zaproszeni, aby wystąpić w finale tamtego sezonu, a mnie udało się dostać do finałowej dwójki. To był mój pierwszy raz, kiedy byłem razem z nimi na scenie i spotkałem ich. Myślę, że słyszeli o mnie z powodu mojego przesłuchania. To było szalone, zdecydowanie pojawiło się takie uczucie rozpoznania, kiedy popatrzyliśmy na siebie myśląc: „Och, to brzmi dobrze! To jest właściwe.” Potem wydałem swój pierwszy album, promowałem go i tak dalej, pojechałem w trasę, a tuż po tym oni dali mi możliwość zaśpiewania składanki ich przebojów na MTV EMAs w Belfast. To był pierwszy raz, kiedy zrobiliśmy coś razem poza Amerykańskim Idolem. Myślę, że był to początek niesamowitej przyjaźni, która – jak widać – całkiem nieźle się rozwinęła [śmieje się].

Razem jedziecie też na trwającą około miesiąc trasę po europejskich festiwalach. Jak wygląda to koleżeństwo między wami? Pochodzicie z różnych pokoleń, czy muzyka wykracza poza to?

Tak, to interesujące… Często mnie o to pytają, ale tak naprawdę nie czujesz tego, kiedy wchodzisz na scenę, światła są na ciebie skierowane, a wokół znajdują się fani. Ich muzyka w szczególności jest tak ponadczasowa, że nie czuje się żadnego konfliktu międzypokoleniowego – przynajmniej ja tego nie czuję, a myślę, że i oni mają tak samo. Bardzo dobrze się dogadujemy, jest tu dużo szacunku z obu stron. Myślę, że jest tu też tyle radości, która wychodzi z nas na scenie, że my po prostu się nią rozkoszujemy, naprawdę. Wszyscy są bardzo wdzięczni za tą możliwość. Ja patrzę na to ze strony: „Wow, nie mogę uwierzyć, że naprawdę chcecie, żebym śpiewał razem z wami, to jest takie wspaniałe.” Oni są szczęśliwi, że mogą przywrócić te piosenki do życia i że mogą grać swoje piosenki. Myślę, że wszyscy, którzy kiedykolwiek mieli jakieś wątpliwości co do tego dopasowania, powinni o tym pamiętać, ponieważ Brian i Roger kochają grać muzykę, kochają występować na koncertach i powinni mieć prawo do kontynuowania grania swoich piosenek. A ja jestem szczęśliwy, że mogę pomóc!

Cóż, wszystko zdaje się działać bardzo dobrze!

Tak, to świetna zabawa. Myślę, że na początku byłem trochę onieśmielony, nerwowy i niepewny, jak to wszystko zostanie odebrane, ale to wspaniałe, ponieważ przez ostatnie cztery lata, czuję, że stawaliśmy się coraz lepsi jako jednostka. Zarówno fani jak i krytycy bardzo nas wspierali i cieszyli się tym, co robimy, a to sprawia, że wszyscy czują się świetnie.

Myślisz, że związek z Queen i występowanie z nimi zmieniło średni wiek twoich fanów?

Myślę, że ciekawym elementem bycia w programie telewizyjnym jak Idol jest to, że sięgasz bardzo szerokiego zakresu publiczności, szerszego niż, powiedzmy, typowi słuchacze radia. Łapiesz ich i dodatkowo łapiesz też ludzi spoza tego, i ja myślę, że Queen jest bardzo podobne, sięgając wszystkich pokoleń. Kiedy patrzę w publiczność będąc z Queen, widzę dzieci, widzę ich rodziców i rodziców tych rodziców, więc są to tak naprawdę publiczności sięgające trzech pokoleń. I tak właściwie, to widzę to też w swoich solowych występach, więc jest to bardzo podobne.

Dowiedziałeś się dużo o Freddiem od chłopaków? Mówiłeś niedawno, że chciałbyś zagrać jednego z jego kochanków w nadchodzącym filmie biograficznym. Przypuszczam, że nie miałeś na ten temat żadnej informacji od producentów?

W połowie żartowałem, ale to by pasowało, prawda? Zadawałem dużo pytań, wygląda na to, że był on wspaniałym facetem.

Pasowałoby to, i byłoby bardzo poetyckie, to na pewno!

Tak, też tak myślę – i na pewno miałbym przy tym wielką frajdę.

Ale nadal czekasz na ten telefon… Oni mogą próbować dostać się do ciebie nawet teraz!

[śmieje się] Zapiszcie mnie!

Kiedy Freddie Mercury żył, nie było tak łatwo otwarcie przyznawać się do homoseksualizmu, podczas gdy ty byłeś bardzo otwarty i szczery od samego początku. Czy musiałeś zmierzyć się z dużą presją, aby przedstawiać się jakoś inaczej, kiedy zaczynałeś? Widać, że trochę stonowałeś swój image w ostatnich latach…

Tak, ale wiesz, to interesujące, bo ostatnio często ludzie mówili mi: „Och, stonowałeś swój wygląd,” a ja nie wiem – to znaczy, nadal noszę jakiś dziwny szajs. Po prostu noszę inny szajs. Poszedłem w innym kierunku, ale myślę, że to po prostu moje własne odkrywanie, moja własna zmiana… Nie czuję, jakby mój styl się zmieniał, tak samo sposób, w jaki się przedstawiam nie jest świadomą reakcją na jakąś presję. Myślę, że to po prostu moje zainteresowanie innymi projektantami, innymi trendami i innymi rzeczami. Cały koncept za moim pierwszym albumem opierał się na współczesnym glam rocku, dlatego mój styl oczywiście odzwierciedlał to, gdzie była moja głowa. Myślę, że jako artysta lubię trzymać się takiego konceptu. Zawsze moja szafa i stylizacje były partnerami dla mojej muzyki, a czuję, ze muzyka, którą teraz tworzę, jest ubrana bardziej stosownie.

Wydaje się, że obecność artystów i aktorów ze środowiska LGBT jest coraz bardziej zaznaczana, ale wciąż wydaje się być dysproporcjonalna. Zrobiłeś to, co chciałeś i zostałeś w pełni zaakceptowany; czy nie czujesz się sfrustrowany, że inni nie mogą lub po prostu nie zrobią tego samego?

Myślę, że obecnie przechodzimy już poza tę rozmowę i to, gdzie teraz jesteśmy, opiera się bardziej na wszystkich szarościach, jakie są pomiędzy. To jest obecnie ciekawa rzecz. Jak popatrzysz na przykład na ubieranie się ekstrawagancko, myślę, że przeciętna publiczność automatycznie skojarzy to z byciem gejem, ale ironia jest taka, że większość artystów, na których wzorowałem się pod względem mody, ci, którzy ubierali się ekstrawagancko, byli hetero! Niech spoczywa w pokoju, spójrzmy na Prince’a. Prince ubierał się fantastycznie! W sensie, ubierał takie rzeczy, które były szalone i zniewieściałe, a on był hetero… Myślę, że zawsze ciągnęło mnie do wszystkiego, co lewicowe, i myślę, że to interesujące, ponieważ teraz jesteśmy w czasach, kiedy możemy rzucić wyzwanie przypuszczeniom ludzi. Nie ma już tylko dwóch odpowiedzi gej lub hetero, mężczyzna lub kobieta, czarny lub biały – to takie podstawowe. Teraz wchodzimy w piękny czas, powoli ale stale, gdzie pojawia się więcej niuansów. Młode pokolenie, które teraz dorasta może eksperymentować i czuć się swobodnie z płynnością i łączeniem tego ze sobą. Myślę, że to wspaniałe. I myślę też, że to coś, co zawsze mnie do siebie ciągnęło.

Wspomniałeś Prince’a, a w tym roku pogrążyliśmy się w żałobie po śmierci jeszcze jednego muzycznego geniusza, Davida Bowie. Obaj przygotowali drogę dla artystów płci męskiej, takich jak ty, by mogli prowokować, być seksowni i bardziej lewicowi. Czy mieli oni na ciebie duży wpływ, kiedy dorastałeś?

Zdecydowanie, byli dwoma głównymi symbolami, dla wszystkich. David Bowie i Prince, ich muzyka i artyzm… Myślę, że to taki rodzaj artystów, który wpłynął na wszystkich artystów, jakich mamy teraz. Możesz usłyszeć elementy ich muzyki w muzyce wszystkich. Michael Jackson to jeszcze jeden, po prostu możesz usłyszeć ich wpływ wszędzie, i to naprawdę świetne. I możesz to też zobaczyć, stylistycznie.

Absolutnie. Chciałem jeszcze spytać cię o Rocky Horror – właśnie skończyłeś nagrywać remake. To zawsze dość kontrowersyjny ruch, by tworzyć remake tak kultowego i popularnego klasyka – czego możemy się spodziewać?

Myślę, że to jest wspaniałe, ponieważ bardzo ostrożnie porusza się po linii między składaniem hołdu oryginałowi a odnawianiem i uaktualnianiem tego. Myślę, że gdyby po prostu próbowali odtworzyć ten kultowy film, to byłby to zły krok. Kenny Ortega, reżyser, jest świetny i wymyślił kilka naprawdę świeżych, nowych dodatków do konceptu filmu i fabuły, a także do tego, jak to wygląda i brzmi – a nawet do obsady. Myślę, że Laverne [Cox] jest zdecydowanie wyjątkowa, świetnie się bawiłem pracując z nią, jest taka inteligentna i śmieszna, a także wygląda tak strasznie seksownie [śmieje się]! Wyszła w jednym ze swoich kostiumów, a ja na to takie: „Cholera!”

Brzmi świetnie!

To bardzo dobra obsada, wielką przyjemność sprawiła mi praca ze wszystkimi aktorami, wszyscy byli bardzo fajni – mieliśmy na planie świetną energię. To krótka i urocza rola, gram Eddiego, więc to dosłownie jedna piosenka i zostaję zabity. To bardzo zabawna, charakterystyczna rola.

To taki zabawny moment w filmie, prawda? Ta piosenka jest jedną z najlepiej znanych ludziom… Czy byłeś fanem Rocky Horror jako dziecko?

O tak. Kilka razy chodziłem do kina o północy, kiedy go puszczali, jak miałem około dwudziestki i mieszkałem w LA. Każda wymówka, by przebrać się w coś, co mnie do siebie ciągnęło! Był taki okres przez kilka lat w Hollywood, kiedy myślałem, że będą uważać mnie za dzieciaka chodzącego po klubach… Chodziłem do tych klubów ze wszystkimi atrybutami, więc Rocky Horror był zdecydowanie jednym z takich wyjść – każda okazja jest dobra, by założyć szalony strój!

1Nawiązanie do słów brytyjskiego hymnu [oryg. „Long may he reign”]

2”Sophie’s choice” – nawiązanie do filmu o tym samym tytule. Wyrażenie opisuje sytuację, gdzie wybór jednego rozwiązania będzie tragiczny dla drugiego. Na szczęście Adam nie używa go w aż tak drastycznym sensie, a po prostu jako „trudny wybór,” co – nota bene – nie jest do końca poprawne, ale ćśś! – przyp.tłum.


 Category: News Wywiady

Leave a Reply

*

error: Content is protected !!