Adam Lambert o trasach z Queen, przyszłości muzyki pop i kulturze LGBT

Tłumaczenie wywiadu gazety Time. Tłumaczenie-Annie

ARTYKUŁ

Adam Lambert ponownie wybiera się w trasę. Ten nominowany do Grammy piosenkarz i autor tekstów już tego lata wyrusza do Ameryki Północnej jako frontman Queen u boku pozostających przy pracy członków grupy Rogera Taylora i Briana Maya.

To zdecydowanie nie pierwszy raz, kiedy Lambert wkroczy na scenę wraz z tym zespołem, z którym wielokrotnie występował już przy różnych okazjach odkąd pojawił się w Amerykańskim Idolu w 2009 roku. Jednakże ta trasa po wielkich arenach w Ameryce Północnej może być ich najambitniejszą do tej pory. Dla Adama, ta współpraca nie jest próbą zajęcia miejsca Freddiego Mercury’ego: „Nie staram się go zastąpić!” mówi Adam. „Tu chodzi bardziej o uczczenie twórczości zespołu. Jestem fanem, który dostał niesamowitą możliwość śpiewania tych piosenek – przywrócenia życia tej muzyce.”

Lambert porozmawiał z TIME o swojej dynamice z Queen, brzmieniach swojej nowej muzyki oraz o tym, jak sytuacja zmieniła się dla wykonawców LGBT.

TIME: Czy od razu między tobą a członkami Queen narodziła się chemia?

Adam Lambert: Dla każdego z nas było to oczywiste, że współpraca szła nam bardzo naturalnie. Podobało im się, co robiłem muzycznie. To było takie dopasowanie. Potem wszystko potoczyło się lawinowo. Po tym występie [w Amerykańskim Idolu] powiedzieli mi: „Hej, chcielibyśmy coś z tobą zrobić.” Odpowiedziałem im wtedy: „Tak, ja również, ale jeszcze nie – pozwólcie mi najpierw wydać własny album.” A potem jedna rzecz miała miejsce po drugiej.

TIME: Jak wygląda publiczność pod względem demograficznym na waszych koncertach? Czy to głownie lojalni fani Queen czy twoi fani?

AL: Nie wiem, czy będę w stanie wykonać dla ciebie wykres kołowy, ale jak patrzę w publiczność, to rozpoznaję fanów, których widziałem na moich solowych koncertach. Ale widzę też bardzo dużo tatusiów – ludzi, którzy są w takim wieku, że mogliby być moimi rodzicami. W zależności od tego, gdzie jesteśmy, przychodzi mnóstwo młodych ludzi. Początkowo nie wiedziałem, jak wieloletni fani Queen mnie zaakceptują. Czułem się onieśmielony. To jednak święta ziemia. Ale już od początku czekało mnie bardzo ciepłe przyjęcie. A potem z biegiem czasu szło mi coraz łatwiej.

TIME: Czym różni się koncertowanie z Queen od trasy z twoim solowym materiałem?

AL: Na setliście jest sporo niepoważnych piosenek, które są wręcz teatralne. Ale wiem, że publiczność już je kocha, dlatego mogę się nimi bawić jak chcę. To daje mi największą swobodę. Zastanawiam się, co się stało z tym oglądaniem artysty na scenie i byciem przez niego rozśmieszanym? Gdzie podziała się ta część muzyki? W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych było tego mnóstwo. Wszystko było takie aż do przesady. Wtedy ludzie nie traktowali się aż tak poważnie.

TIME: Czy jest obecnie łatwiej być gwiazdą popu płci męskiej? Zdecydowanie jest ich teraz więcej w notowaniach niż dawniej.

AL: Moim zdaniem wielu znanych artystów muzyki pop, którzy odnieśli sukces, ma pewien określony sposób zachowania. To bardzo jednolite: wiele z nich zachowuje się i ubiera tak samo. Myślę, że główną ideą jest: „Czy myślisz, że mógłby to być twój najlepszy przyjaciel czy ktoś, z kim chciałbyś się przespać?”. Są dwa typy.

TIME: Jak twoim zdaniem wpasowujesz się w obecną gamę artystów pop?

AL: To jest najtrudniejsze w byciu kimś, kto wszedł w ten biznes siedem lat temu, kiedy to wszystko dopiero się zaczynało. Jesteś znaną osobistością – i to jest dobre. Masz swój fandom. Ale czasami zmienianie opinii ludzi na jakiś temat albo oferowanie im czegoś, co jest nową fazą twojej kariery, może być trudne. Podczas gdy ludzie kochają odkrywać. Jeśli spodoba im się jakaś nowa piosenka, myślą: „Nie wiem, kim jest ten wykonawca, ale piosenka jest świetna.” Nie wiem, na ile ludzie zwracają teraz uwagę na talent – myślę, że chodzi głównie o wrażenie.

TIME: Miało się wrażenie, że muzyka pop zaczyna kierować się w stronę bardziej organiczną, a jednak teraz pojawiła się kolejna fala elektronicznej muzyki tanecznej.

Tempo wrzuciło niższy bieg. Taka muzyka zawsze będzie skierowana do publiczności na festiwalach i sądzę, że o to głównie chodzi dzieciakom – chcą chodzić na festiwale i brać narkotyki. Ale dla niektórych ludzi ważniejsza od narkotyków jest ta rodzinna atmosfera podczas słuchania muzyki na żywo. To okazja, kiedy przychodzimy gdzieś jako tłum, która obecnie nie pojawia się często, bo wszyscy chowają się za ekranem telefonu. Wszyscy wzajemnie się od siebie oddzielają, bo każdy skupia się tylko na swoim smartfonie czy tablecie. A w występie na żywo jest moc, której nie doświadczy się nigdzie indziej.

TIME: Byłeś pierwszym otwarcie przyznającym się do homoseksualizmu artystą, którego album trafił na pierwsze miejsce w notowaniach, co stało się prawdziwym kamieniem milowym. Jak zmieniła się sytuacja dla wykonawców LGBTQ?

AL: Przez pewien czas samo bycie artystą LGBT w przemyśle muzycznym mnie pokonywało. Doprowadzało mnie do szaleństwa. Czułem się trochę niepewnie. Nie wiedziałem, na ile środowisko LGBT wspiera swoich członków – byłoby miło, gdybyśmy mogli podnosić się wzajemnie na duchu. W taki sposób pokazujemy swoją nienawiść do samych siebie – chociaż to ciekawe, bo zależy też od pokolenia. Mam wrażenie, że obecnie dzieciaki mają w sobie więcej nadziei. Wystarczy spojrzeć na całą kwestię płynności płci, która jest teraz bardzo pielęgnowana. Młodzi mniej przejmują się stereotypowymi rolami przypisanymi do płci. To zabawne, bo patrzę na dzieci, które malują paznokcie albo dodają trochę brokatu i myślę sobie: „Myślicie, że to nowość? Ja to robię to od lat.”

TIME: Jakie było największe wyzwanie, z którym musiałeś się zmierzyć?

AL: Kiedy poszedłem na przesłuchanie do Idola, dobrze wiedziałem kim i czym jestem. Nie wstydziłem się. Po Idolu, były momenty, kiedy wstydziłem się własnego ja, ponieważ pośrednio mnie do tego zmuszano – biznes, w którym się znalazłem, bycie znaną osobistością, tysiące ludzi, których normalnie nigdy bym nie spotkał, a którzy mnie osądzali. Kręciłem się wokół artystów i dziwnych dzieciaków, a tu nagle kury domowe1 mówią mi, jak się mam ubierać i kogo całować. Z tego powodu wytwórnie i radia zaczynają się zastanawiać: „Może to nie jest zwyczajne. Nie zarobimy na tym przez kury domowe.” To był dla mnie taki szok, że zdecydowanie przez jakiś czas zastanawiałem się: „Czy ja w ogóle powinienem się tym zajmować? Czy jestem szczęśliwy? Czy to mi się podoba? Czy warto?” W takich momentach wracałem myślami do momentów, kiedy byłem na scenie przed publicznością i myślałem sobie: „To właśnie powinienem robić.” Zdecydowanie miałem, z czym walczyć.

TIME: Pracujesz nad swoim następnym studyjnym albumem. Jakie będzie jego brzmienie?

Chcę spróbować czegoś innego niż robiłem do tej pory. Będzie to bardziej bluesowe i przyziemne. Chcę wrócić do instrumentów na żywo. Lubię gitary i bas. Chcę to zrobić zwłaszcza dla siebie. A jeśli ludziom się spodoba, to dobrze.

1kury domowe – Adam posłużył się tu określeniem Susie Homemaker, co orygianlnie było firmą produkującą artykuły gospodarstwa domowego, a z czasem stało się określeniem kobiet ślepo podążających za konserwatywnymi poglądami męża i wpasowujących się w stereotyp „kury domowej”.


Dodaj komentarz

*