Adam Lambert opowiada o stosunku mediów w do homoseksualności- wywiad jsonline

By Ivaa

Tłumaczenie-Annie

ŹRÓDŁO CZĘŚC1

ŻRÓDŁO CZĘŚĆ 2

Przez lata wydawało się, że Adam Lambert nie wykorzystał swojego potencjału supergwiazdy.

Nigdy wcześniej, i nigdy później, nie było tyle szumu otaczającego uczestnika „Amerykańskiego Idola”, jak wtedy, w 2009 roku. Zyskał sobie oddanych fanów, później nazwanych „Glamberts”, dzięki swojemu dynamicznemu wokalowi w stylu Freddiego Mercury’ego i dramatycznej scenicznej osobowości.

Były aktor musicalowy pojawił się w 2009 roku na okładce bestsellerowego wydania Rolling Stone, w którym oficjalnie przyznał, że jest gejem. I nawet jeśli w tamtym sezonie Adam przegrał z Krisem Allenem, zaskakująco wielu artystów wręcz ustawiło się w kolejce, by współpracować nad jego debiutanckim albumem, włączając w to Lady Gagę i P!nk.

Jednak sukces albumu został przysłonięty kontrowersyjnym występem Adama na American Music Awards w listopadzie, gdzie pocałował swojego basistę i wykonywał seksualnie prowokujące gesty. Kiedy Lambert wydał kolejny album, „Trespassing” w 2012, nie pojechał nawet w trasę po kraju.

Teraz Adam, obecnie 34-letni, znów koncertuje, objeżdżając ze swoją muzyką Stany Zjednoczone po raz pierwszy od sześciu lat. Według Forbes, był najlepiej zarabiającym uczestnikiem „Idola”, osiągając w zeszłym roku dochody w wysokości 10 milionów dolarów dzięki swojej trasie z Queen i albumowi „The Original High”.

W związku ze swoim powrotem do Riverside Theater we wtorek, Adam porozmawiał z Journal Sentinel o trajektorii swojej kariery. Poniżej znajduje się edytowana, skrócona transkrypcja tamtej rozmowy.

Twój pierwszy album był mocno reklamowany, kiedy wydarzyła się kontrowersja z American Music Awards. Czy czujesz, że to miało jakiś oddźwięk?

Adam: Kiedy wyszedłem z „Idola”, jedyną rzeczą, o której chciały mówić media, była moja orientacja. W pewnym sensie to było bardzo dobre i czułem się dumny, by być reprezentantem i za to nie przepraszać. Ale wtedy wszyscy zaczęli się skupiać tylko na tym, a nie było to częścią tego, co chciałem robić na scenie.

W tamtym czasie bardzo chciałem wydać silne, rewolucyjne oświadczenie. Nie zdawałem sobie sprawy, że mogłoby to obrazić ludzi w taki sposób, w jaki niestety obraziło. Ja tylko wyrażałem atmosferę [piosenki]. Ale dużo się nauczyłem o tym, że jako artysta musisz być bardziej obiektywny. Nauczyłem się, jak to jest, kiedy wyrazisz swoje zdanie, które niekoniecznie musi się zgadzać z ogólnym poglądem.

Było to w sumie ciekawe, ponieważ dużo się dowiedziałem o mediach i o tym, kim byliśmy jako społeczeństwo w tamtym czasie. I wtedy też zaczęła się ta świetna rozmowa o podwójnych standardach, którą uważałem za bardzo interesującą.

Co myślisz o odpowiedzi społeczeństwa na otwarcie przyznających się do homoseksualizmu wykonawców i tematykę homoseksualną w muzyce w 2016?

Co mnie zaskoczyło, to ilość ludzi, z którymi się spotkałem, którzy w ogóle się tym nie przejmują. Tym, kto najbardziej wszystko rozdmuchuje są media. I w pewnym sensie to dobra rzecz, bo pomaga to nam się rozwijać i łamać stereotypy, a także pomóc nam walczyć z homofobią poprzez rozmawianie o tym i poznawanie tego. Ale jednocześnie zaznacza to odrębność. Rozmawiając o tym cały czas, ciągle zwracając na to uwagę i pisząc o tym artykuły, odgranicza się od siebie ludzi.

To, co próbuję osiągnąć z moją muzyką, to nie uczynienie jej ani gejowską ani hetero, ani czarną ani białą, ani męską ani kobiecą. Po prostu ludzką.

Czy czujesz czasami, tak jak niektórzy twoi fani, że nie osiągnąłeś takiego sukcesu, na jaki zasługujesz?

To nie olimpiada, to muzyka. Tu nie chodzi o zdobywanie medali, tylko o oddziaływanie na ludzi, wchodzenie z nimi w relację. Łatwo jest zatracić się w tym biznesie. Ale to nie dlatego w to wszedłem, więc wolę skupiać się nie na nagrodzie, a na doświadczeniu, jakim jest tworzenie muzyki. Jestem wielkim szczęściarzem.

Adam Lambert o swoim ostatnim albumie i pracy z Queen (część 2 wywiadu)

W chwili, kiedy mój poprzedni wywiad z Adamem Lambertem został opublikowany w sobotnią noc, jeszcze przed jego występem we wtorek, oddani Glamberts nie marnowali czasu udostępniając historię i wysyłając nam szczere wsparcie.

Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem aż tylu fanów dzieliło się moim wywiadem. Kiedy to piszę, rozmowa jest właśnie drugim najpopularniejszym wpisem na stronie Milwaykee Journal Sentinel.

Także tutaj przedstawiam kolejne wstawki z mojego wywiadu z Lambertem, gdzie opowiedział o tworzeniu swojego ostatniego albumu, „The Original High”, piosenkach na nim, z których jest najbardziej dumny, a także o swoich doświadczeniach w trakcie koncertowania z Queen. Lambert powiedział mu także, że składa hołd Davidowi Bowie wykonując cover jego „Let’s Dance” podczas swojej trasy, więc możemy się tego spodziewać na wtorkowym koncercie.

Możecie tu również poczytać więcej o zbliżającym się występie w Milwaukee, który uznałem za najlepszy koncertowy wybór tego tygodnia.

Pytanie: Widziałem Cię dwa razy w 2010 roku, ale kiedy zajmowałeś się „Trespassing” (w 2012), nie przybyłeś tutaj. Dlaczego wyjazd w trasę po Stanach zajął Ci tyle czasu?

Adam: Uch, szczerze mówiąc, potrzebowałem hitu [śmieje się]. Tak to działa. Jestem bardzo wdzięczny, że zeszłoroczny singiel „Ghost Town” tak spodobał się ludziom, i że ten album przypadł ludziom do gustu, dzięki czemu mogę być teraz w trasie. To hit sprawia, że wszystko się zaczyna. Chcesz, by twoja muzyka łączyła się z ludźmi, a jeśli tak się dzieje, to masz powód, by objeżdżać kraj i dzielić się nią na żywo. To, co jest w tej trasie świetne, to że mogę wykonywać również sporo piosenek z „Trespassing”, więc to podwójna korzyść. Jeśli byłeś fanem tamtego albumu, to usłyszysz na tych koncertach sporo swoich ulubieńców.

P: Pracując nad tym ostatnim albumem, co najbardziej chciałeś osiągnąć? I co było największym wyzwaniem, z którym musiałeś się zmierzyć?

A: Było świetnie, proces tworzenia bardzo mi się podobał. Opuściłem swoją starą wytwórnię, bo się nie dogadywaliśmy. Ale zanim podpisałem umowę z nową wytwórnią, zawarłem umowę z Maxem Martinem i Shellbackiem, którzy są świetną drużyną, jeśli chodzi o produkcję. Oni zaproponowali mi: „Jedź na dwa miesiące do Szwecji i zacznij pracować nad muzyką.” I to było jedyne, co musiałem robić, kiedy tam byłem, nic mnie nie rozpraszało. Tylko być w studio i tworzyć. I to było dla mnie świetne, dokładnie to, czego potrzebowałem. To było czysto kreatywne doświadczenie dla mnie jako artysty, by odkrywać piosenki, które chciałbym zaśpiewać, dźwięki, których chciałbym użyć. Potem wróciłem do LA by wszystko skończyć. To był najbardziej zrelaksowany i ukierunkowany proces, jaki wykorzystałem przy tworzeniu albumu. I czuję, że dzięki takiemu przyziemnemu podejściu do sprawy, oni pomogli mi stworzyć coś, co jest do tej pory najbardziej spójnym tworem w mojej karierze. Kocham pomysły na tym albumie, kocham to, o czym śpiewam. W pewnym sensie mogę tu odzwierciedlić to, w jakim miejscu moim zdaniem znajdujemy się jako społeczeństwo, jak komunikujemy się ze sobą, jak się kochamy lub nie kochamy. To o osobistych doświadczeniach, ale także o nas. Ma moc powiedzenia, że ty możesz być tym lub tamtym, ale i tak wszyscy odczuwamy to samo.

P: Z której piosenki jesteś najbardziej dumny?

A: Wypuszczenie „Ghost Town” było bardzo ekscytujące. Jestem dumny, z jej przekazu i ze sposobu, w jaki to przekazuje. „Ghost Town” kreuje bardzo ciekawy obraz czegoś, czego nie słyszałem jeszcze nigdy w formie słów. Również „Rumors” jest piosenką, która bezpośrednio adresuje wszystkie plotki i sposób, w jaki plotkujemy, a także to, jak historie o ludziach utrwalają się, mimo że często nie są w ogóle oparte na faktach, a my wierzymy we wszystko, co słyszymy. Gra w głuchy telefon jest straszna.

P: Chcę cię takżę zapytać o Queen i doświadczenie, jakim była współpraca z nimi. W jaki sposób wpłynęło to na ciebie i ukształtowało twój charakter?

A: To było bardzo szalone. Rozmawialiśmy teraz o mojej własnej muzyce, czyli o mnie tworzącym nową, współczesną muzykę i spoglądającym w przód, aby odkryć nieznane terytoria, podczas gdy z Queen, mam tę wspaniałą możliwość, by śpiewać piosenki, które od ponad 35 lat stanowią ważną część życia wielu ludzi. Jestem przed publicznością, a ponieważ te piosenki są takie nostalgiczne, kiedy już ludzie przyjdą na koncert i powiedzą: „Okej, zaakceptuję fakt, że ten dzieciak Adam zaśpiewa zamiast Freddie’go”, co – bądźmy szczerzy – jest ciężkim orzechem do zgryzienia, gdyż Freddie Mercury był nieprawdopodobny i nie mogę w żaden sposób z nim konkurować, to ja tam jestem próbując zaśpiewać. Ale kiedy już przyciągnę publiczność, to mówię im: „Wiem, wiem, mnie też brakuje Freddie’go. Zaśpiewajmy te wszystkie wspaniałe piosenki razem.” I publiczność śpiewa ze mną. I to jest wspaniałe. To świetna sprawa. Za każdym razem jak gramy koncert, można wyczuć tę radość, która wręcz promieniuje z tłumów, a to pozwala nam zawrzeć wyjątkową więź. Jestem niezwykle wdzięczny, że dostałem taką szansę i jest to dla mnie zaszczyt, by być frontmanem zespołu i móc doświadczać wszystkiego razem z nimi.


 Category: News Wywiady

Leave a Reply

*

error: Content is protected !!