Adam Lambert wreszcie czuje się jak dorosły facet- wywiad DETAILS

Zapraszamy na ciekawą lekturę wywiadu przeprowadzonego podczas promocji albumu The Original High. Tłumaczenie-Annie

[Uwaga, w tekście występują słowa niecenzuralne]

Ze swoim ostatnim albumem, The Original High, dostępnym teraz w sklepach, gwiazda Amerykańskiego Idola opowiada o swoim nowym brzmieniu, nowym życiu i zakończeniu pewnej epoki w swoim życiu.

W 2009 roku, kiedy jako runner-up ukończył ósmy sezon Amerykańskiego Idola, który był wówczas swego rodzaju potęgą w wybiciu się w świecie popkultury, wydawało się, że o Adamie Lambercie wiemy już wszystko. Oto on, śpiewające na cały regulator, kochające klasyczny rock dynamo z niebywałym talentem teatralnym. Myliliśmy się: Nie, on na pewno nie utracił swoistej „maksymalnej” natury swoich występów1, ale w ciągu ostatnich lat Adam bezsprzecznie poszerzył swoją muzyczną paletę. „Wychodząc z Idola, zostałem zaszufladkowany w kategorii klasycznego rocka”, mówi Lambert przez telefon, kiedy przygotowuje się do wydania swojego trzeciego albumu, The Original High. „Ten album, jak sądzę, jest taką ścieżką dźwiękową mojego życia.” W związku ze swoją ostatnią płytą, ponownie połączył siły z guru wśród producentów muzyki pop, Maxem Martinem i Shellbackiem, z którymi współpracował już nad – prawdopodobnie – swoimi największymi do tej pory singlami, „Whataya Want From Me” i „If I Had You”. Dla Adama, jest to mile widziana i bardzo potrzebna zmiana. „To taki typ muzyki, jakiej słucham, kiedy wychodzę na miasto, kiedy ćwiczę na bieżni, kiedy jadę samochodem,” mówi w dłuższej konwersacji z Details piosenkarz, który w ostatnim czasie koncertował z Queen. „Czuję, że najlepiej mnie odzwierciedla.”

DETAILS: Momentami twój nowy album wydaje się bardziej skromny wokalnie niż zazwyczaj.

Adam Lambert: Tak, usiedliśmy z Maxem Martinem i Shellbackiem, kiedy mieliśmy nasze pierwsze spotkanie w sprawie tego projektu, a ja miałem to demo [do TOH], nad którym pracowałem sam z paroma znajomymi. Okazało się, że była to jedna z rzeczy, które wywołały u nich największą reakcję. Puściłem je im i naprawdę im się spodobało. To była wczesna wersja piosenki. Powiedzieli: „Dostajemy tu zupełnie inną barwę twojego głosu, której nie zwykliśmy słyszeć, i bardzo nam się to podoba. To naprawdę dobre brzmienie z twojej strony, jest zaskakujące, i wciąga zamiast odpychać.” Potem trochę pogadaliśmy i powiedzieli, że powinniśmy iść w tym kierunku: „Myślę, że przyciągniesz wielu nowych słuchaczy i nowych fanów z takim rodzajem energii.” Na co ja odparłem: „Cóż, to jest to, czego chcę!”

DETAILS: Zważając na to, że masz wspólną historię z Martinem i Shellbackiem, jak to jest pracować z nimi ponownie?

Adam Lambert: Jestem pewien, że kiedy Max i Shellback są dwoma producentami wykonawczymi albumu, to naturalnie będzie on skierowany w stronę radia. To jest coś, w czym są naprawdę, naprawdę dobrzy. Oni to rozumieją. To jedna z ich specjalności. Więc wiedziałem jaki będzie skutek naszej umowy, i że to będzie bardzo ekscytujące. Myślę, że na wszystkich albumach były single, które zostały odrzucone, bo nie nadawały się do radia. To zawsze było sedno. Oczywiście były też piosenki, które nie były przeznaczone do radia, które miały być po prostu interesujące, takie eksperymentalne. A w obecnym stadium muzyki pop? Myślę, że obecnie jest w całkiem dobrym miejscu, bo jest bardzo różnorodna. Ludzie mają większy wpływ na to, co jest puszczane w radiach, niż kiedykolwiek. Nadal są dyrektorzy programów, którzy nadal ustalają, co znajdzie się na playlistach, ale ludzie radia patrzą na Shazam, na Spotify i na iTunes, wszystkie te streamujące serwisy, oraz na YouTube i Vevo – na to wszystko – po to, by zrozumieć, czego ludzie chcą. Nie sądzę, by kiedykolwiek mieli tyle narzędzi, co teraz. Więc wszystko dzieje się szybciej. Więc z Shazam możesz zobaczyć jak dobrze piosenka sobie radzi, kiedy zaczyna przyciągać uwagę. A stacja radiowa może popatrzyć na to i stwierdzić: Och, okay. Ludziom się to podoba. Puszczę to na mojej stacji.”

DETAILS: To musi być dobra droga dla artystów, by dostać natychmiastowe recenzje.

Adam Lambert: To świetne. Daje siłę ludziom, dla których tworzysz muzykę. Bo w końcu tworzysz muzykę dla słuchaczy.

DETAILS: „The Original High” jest intrygującą piosenką pod względem tekstu. Wiem, że jest głównie o twoim doświadczeniu w LA, ale mnie poruszyło przesłanie o tym, jak krótki jest nasz obecny zakres uwagi.

Adam Lambert: To jeden z powodów, dla których ta piosenka tak przypadła do gustu Max’owi, Shellbackowi i mnie. Byłem tym bardzo podekscytowany, ponieważ nie wiedziałem, jak ujmiemy to wszystko w słowa. Czułem tak samo jak moje grono przyjaciół, że pojawia się we mnie to dziwne uczucie i nie wiedziałem, jak mam to podsumować. To często pojawiało się w rozmowach: ten cały koncept „Dlaczego tak się czuję? Dlaczego nie czuję się usatysfakcjonowany, kiedy robię to, na co mam ochotę?” To było takie pragnienie czegoś, a ja nie mogłem zrozumieć, gdzie to było, albo czym mogło być. I to coś, co zauważyłem u wielu różnych ludzi. Spojrzenie na to od strony nagłego uszczęśliwienia, jest bardzo trafnym spostrzeżeniem. Sposób, w jaki wypełniamy swoje potrzeby się zmienia. Wszystko jest takie szybkie z nowinkami technologicznymi, wszystko jest jednorazowe. To sprawia, że prawdziwe więzi są trudniejsze do znalezienia i utrzymania. „The Original High” jest o wielu różnych rzeczach, ale tak naprawdę o pragnieniu i tęsknocie.

DETAILS: Nie mogłem przestać się śmiać, kiedy nazwałeś się „grown-ass man” („dorosłym facetem” przyp. Tłum) w „There I Said It”.

Adam Lambert: [śmieje się] Zabawne, że o tym wspominasz: po raz pierwszy w moim życiu, w ciągu ostatnich dwóch lat, czuję się, że jestem pieprzonym dorosłym! Zdecydowanie mam w sobie jakąś dozę syndromu Piotrusia Pana, gdzie zawsze miałem takie dziecięce spojrzenie na wiele spraw. Ale kupiłem w tym roku (2015) dom, mam pracę, zrobiłem dużo dla siebie i dużo dla mojej kariery. I nagle zdaję sobie sprawę: „Wiesz co? Jestem dorosłym facetem! Nie będziesz do mnie mówić w ten sposób. Nie będę tak traktowany.” Posiadanie swojej dumy też jest tego częścią. A ja miałem z tym wzloty i upadki w ciągu swojego życia.

DETAILS: Czy ta nowo odnaleziona pewność siebie wpłynęła na bycie bardziej otwartym przy tworzeniu muzyki?

Adam Lambert: Myślę, że im więcej masz w sobie takiego „walnięcia”, tym bardziej ludzie cię słuchają. [śmieje się] To jest duża część tego. Ale myślę, że ważne jest też to, jak sobie z tym radzisz. Zawsze byłem dość otwarty i wyrażałem swoje opinie, więc nie jestem teraz tak zaskoczony lub poruszony drobnostkami jak kiedyś. Zdecydowanie stąpam teraz twardziej po ziemi zarówno w życiu osobistym jak i w mojej karierze, i myślę że to też ma wpływ na różne rzeczy, jak na przykład na układanie albumu. Drugą rzeczą, która jest inne niż ostatnio, jest fakt, że kiedy wydawałem swój poprzedni album, szybko zmieniłem swój management. Oni dopiero przyzwyczajali się do wszystkiego i poznawali mnie, kiedy wydawaliśmy album, więc tam jest spora doza nauki. A teraz, wydając najnowszą płytę, podpisałem umowę z nową wytwórnią i tak dalej, więc tak naprawdę miałem czystą kartę. Myślę ze wszedłem w to wszystko z większą wiedzą i doświadczeniem za pasem. I to nie są tylko puste słowa: gdyby nie oni, byłbym trochę zagubiony. Zrobili dla mnie bardzo dużo. Jestem zdecydowanie kreatywną osobą w każdym względzie, więc jeśli chodzi o niektóre sprawy biznesowe i organizacyjne, zarządzanie czasem i tak dalej, bywam trochę ekscentryczny. Więc oni byli niesamowici pomagając mi przenieść te pomysły do prawdziwego świata.

DETAILS: Motywem przewodnim, który zauważyłem w twojej muzyce, jest duża obrazowość w twoich tekstach. Na myśl przychodzi „Evil in the Night” („Moje życie przeleciało mi przed oczami/ Usta jak ostrze żyletki i noże w twoich oczach”)

Adam Lambert: Jestem super-obrazowy. Więc jeśli mogę sobie coś wyobrazić słuchając muzyki, jestem bardzo zadowolony. Właściwie, wielkim wyzwaniem tego albumu było zagłębienie się w stronę emocjonalną – do serca, a nie do wyobraźni. Obrazowe rzeczy już były [śmieje się]. Więc tak, jeśli chcesz namalować obraz, to jest rodzaj piosenki, do której bym skierował.

DETAILS: Uważam, że piosenka „Lucy”, na której współpracowałeś z gitarzystą Queen, Brianem May’em, jest ciekawym wyborem. Ma prawie takie hip-hopowe brzmienie.

Adam Lambert: To wszystko miało miejsce, bo demo piosenki było już nagrane. Przyglądałem się wszystkim kawałkom, i na demówce była gitara. Pomyślałem sobie, że czegoś tam brakuje. Będąc w trasie z Brianem (na trasie z Queen), cały czas myślałem o tym, jak bardzo chciałbym poprosić go, by znalazł się na moim albumie. Myślałem, że to będzie coś ekstra. Więc puściłem mu piosenkę i on stwierdził: „Och, mam parę pomysłów!”, a ja na to: „Okay! Ustalmy, kiedy się tym zajmiemy.” [śmieje się]. Ale tak, piosenka ma w sobie trochę hip-hopowego beatu. Myślę że ludzie będą podekscytowani, by usłyszeć Briana grającego do takiej muzyki.

DETAILS: A czy miałem rację słysząc odniesienie do Davida Bowie w tej piosence w słowach „Diamonds Dogs”?

Adam Lambert: Och, tak. To taki ukłon w stronę Bowie’go.

DETAILS: Wspomniałeś koncertowanie z Brianem i Queen. Wyobrażam sobie, że bycie częścią takiego spektaklu dało ci jeszcze więcej odwagi w karierze solowej. Nie, żebyś jej jakoś specjalnie potrzebował.

Adam Lambert: Och, akurat ja myślę że potrzebowałem trochę pewności siebie. Więc bardzo dobrze się złożyło. Potrzebowałem wiatru w żagle, a to dało mi go bardzo dużo. Uderzyło mnie jak huragan, prawdę mówiąc [śmieje się] Muszę przyznać, że to najmilsi ludzie na świecie. Byli tak otwarci i chętni do współpracy, że kiedy układaliśmy koncert, moje pomysły były brane pod uwagę i całość stanowiła pracę zespołową. To było naprawdę piękne i przypomniało mi, dlaczego tak naprawdę chciałem pracować w tej branży. Składanie występu w całość, wejście na scenę, śpiewanie piosenek, które ludzie kochają, uszczęśliwianie ludzi, możliwość zrobienia show, które poruszy wszystkich. To poszło od zera do 60. Dyskografia Queen przebija się przez dekady i ma różne barwy i różne gatunki. To był dla mnie występ-marzenie. I wielki honor. I również, możliwość przebywania przed publicznością, która może mnie nie znać lub nie interesować się tym, co tworzę, była bardzo ekscytująca. To taka nowa szansa, by się pokazać.

DETAILS: Co sądzisz o ogłoszeniu, że następny sezon Amerykańskiego Idola będzie jego ostatnim?

Adam Lambert: Myślę, że mieli swój czas i jestem wdzięczny za to, że program w ogóle istniał. Wylansował mnie i dodał do świata sław. Nie sądzę że byłbym tu, gdzie teraz, gdyby nie Idol. Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak już po prostu jest. Show pojawił się w czasie, kiedy kraj naprawdę go potrzebował. Ledwo miały miejsce zdarzenia z 9/112, a przemysł muzyczny nie był w najlepszej formie. Myślę, że program wstrząsnął wszystkim i zebrał ludzi razem. Rodziny dosłownie zbierały się wokół telewizora wyczekując czegoś, wspierając pomysł, że marzenia się spełniają, a ty możesz pochodzić skądkolwiek i twoje marzenie może się spełnić. Dało to ludziom nadzieję i zbliżyło ich do siebie. W tamtym czasie, to było coś, czego potrzebowaliśmy.

1Nie bijcie mnie, proszę. „his balls-to-the-wall performance chops” mnie pokonało. Jeżeli kogoś interesuje dokładne tłumaczenie, to „balls-to-the-wall” jest określeniem czynności, jaką wykonuje pilot samolotu dając maksymalne przyspieszenie i pchając drążek sterowniczy z całej siły do przodu. (przyp. tłum.)

2 11 września 2001 – Atak terrorystyczny na World Trade Center i Pentagon przez Al-Kaidę.


1 komentarz

    • LizzieBennet, Styczeń 11, 17:11

    Zgrabne tłumaczonko i ciekawy wywiad. Wielkie dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*