QAL promo Kanada- tłumaczenie wywiadu z Entertainment City

Prezentujemy tłumaczenie wywiadu Entertainment City z Adamem. Tłumaczenie-Annie

Dziennikarka: Adam Lambert, miło Cię widzieć!
Adam: Ciebie również!

Dz: Zawsze tak przyjemnie się z tobą rozmawia.
A: Aww, dziękuję.

Dz: Czyli powiedz… To było w 2011 jak zacząłeś współpracę z Queen?
A: Yyy… Coś takiego, tak. Chyba 2012? 2011? No, coś takiego.

Dz: Jak ewoluowała wasza relacja?
A: Cóż, na początku byłem bardzo onieśmielony samym pomysłem. Bo wiedziałem, że nie mogę się równać z Freddiem Mercurym, a fani zespołu będą się do mnie odnosić bardzo sceptycznie. I nie wiedziałem też, jak sam zespół to zaakceptuje. Byłem przerażony podczas pierwszego koncertu. Absolutnie przerażony. A potem powoli, stopniowo czułem się coraz bardziej komfortowo. Brian i Roger mają takie ojcowskie podejście i tak bardzo mnie wspierali. Więc po prostu dorosłem.

Dz: To fascynujące, w recenzjach tych koncertów wszyscy mówili, jak uwielbiają cię z tym zespołem. Co według ciebie sprawiło, że wasza współpraca tak się udała? Jesteś w stanie wskazać coś takiego?
A: Myślę, że jest tu wiele różnych elementów. Nie chcę tu zbytnio koloryzować, ale jest w tym coś fatalistycznego1. Bo wiesz, wybrałem Bohemian Rhapsody jako piosenkę na przesłuchanie do Idola, jakimś cudem spotkaliśmy się w finale, mieliśmy taki moment wspólnego rezonansu, gdzie mogliśmy stwierdzić „To pasuje. Tak ma być.” Potem pojawiła się okazja, po niej jeszcze jedna i kolejne, i jeszcze następne. Myślę, że trochę rozumiem, co było inspiracją Freddiego. Będąc z zespołem dużo się o nim dowiedziałem, mogłem zrozumieć trochę jakim był mężczyzną, jakie miał poczucie humoru…

Dz: Czy to było tak ważne, żeby go zrozumieć?
A: Bardzo. Zwłaszcza przy piosenkach, które on napisał. Musiałem zastanowić się, co chciał powiedzieć, jakie odczucia chciał wywołać u publiczności, przez co przechodził. Brian i Roger byli bardzo pomocni i wiele mi wyjaśnili o tym, jak Freddie się czuł i co się wtedy działo w jego życiu.

Dz: Skoro siedzisz już w tym od kilku lat, jak ten proces wpływa na twoją własną muzykę?
A: Myślę, że przez pewien czas miałem to tak poukładane. Z jednej strony jest ta współpraca z Queen, spełnienie marzeń, gdzie kieruję się w stronę klasycznego rocka, wszystko ma klimat retro, gdzie jest mnóstwo wspomnień i wielkich hitów. A osobno jest moja muzyka solo, eksperymentowanie, odkrywanie, pilnowanie trendów w muzyce pop i brzmieniu. Natomiast z projektem, nad którym pracuję teraz, zataczam takie pełne koło i wracam do takiej muzyki, w jakiej zakochałem się w młodym wieku, która sprawiła, że zechciałem pokierować w tę stronę moją karierę.

Dz: Czyli jakiej muzyki?
A: Do klasyki. Do zespołów jak Queen, artystów jak George Michael, Prince, Dawid Bowie.

Dz: Och, te trzy imiona, które właśnie wymieniłeś. Nawet nie potrafię…
A: Wiem właśnie. I to w ciągu ostatnich lat. Nie mogę uwierzyć, że już ich nie ma. Dlatego chcę w pewien sposób wrócić do moich idoli. Chcę, by byli inspiracją dla tego nowego projektu. Chcę wrócić do takiej muzyki, z jaką po raz pierwszy wszedłem na scenę.

Dz: Powiedziałeś, i tu zacytuję: „Mój ostatni projekt był o pościgu. Tym razem czuję siłę w byciu dokładnie w tym miejscu, gdzie jestem; bezpardonowo. Trzymam się swojego zdania, aby inspirować swoich fanów do przeciwstawiania się statusowi quo.”
A: To też dość fajna sprawa, tak. [śmieje się] To taki podtekst tej muzyki. Tematem przewodnim jest bycie pewnym w tym, kim się jest, odważnie i przejrzyście, niekoniecznie martwiąc się trendami i opinią innych ludzi. Takie bycie sobą.

Dz: To powiedz mi coś o Two Fux. Czy tak się teraz czujesz mentalnie?
A: Tak, przez większość czasu. Trochę mi to zajęło. Bo wiesz, miałem lepsze i gorsze dni, tak jak każdy. Ale teraz, przy obecnych mediach społecznościowych, gdzie wszyscy mają swoje opinie, komentarze i krytykę… W pewnym momencie doszedłem do tego, że nie chcę już robić czegoś, aby podobać się innym. Chcę to robić dla siebie. Chcę żyć własnym życiem i tworzyć sztukę i muzykę, którą kocham. Chcę być tym, kim ja chcę być.

Dz: Jak to się przenosi na wybory, jakich dokonujesz jako artysta, na twój styl?
A: Popatrz na te włosy. [wskazuje palcem na swoje czerwone włosy i śmieje się] To zdecydowanie nie jest typowy kolor. Każdy prysznic, który biorę, wygląda jak u psychopaty [wykonuje ruch ręką, jakby atakował kogoś nożem]

Dz: [śmieje się] Tak, moje włosy może nie są aż tak czerwone, ale wiem, że to nie utrzymuje się długo.
A: Tak, myślisz sobie: „Dlaczego ja to zrobiłem?” I nie wiem. To chyba takie wyrażanie siebie. Zawsze lubiłem wyrażać siebie w wyrazisty sposób. I wiesz, kiedy wchodzisz do biznesu muzyki komercyjnej i chcesz dotrzeć do ludzi ze swoją muzyką, myślisz sobie: „Muszę być dostępny dla wszystkich, nie chcę nikogo zniechęcić, nie chcę zrazić słuchaczy. Więc mogę trochę się ograniczyć.”

Dz: Naprawdę tak myślałeś? Czy inni ludzie kazali ci tak myśleć?
A: Jedno i drugie. Kombinacja obu. Przemysł muzyczny jest trudny, bo jest taką trochę grą, a ja lubię konkurencję. Więc myślę, że jak dostałem się do tego biznesu, to zastanawiałem się tylko, jak to wygrać.

Dz: Jak dla ciebie wygląda takie zwycięstwo?
A: O to właśnie chodzi. Zdałem sobie ostatnio sprawę, zwłaszcza w tym roku, że to nie jest konkurs. To muzyka. Sztuki nie można określić ilościowo ani jakościowo. Nie możesz powiedzieć: „To dobra muzyka, ponieważ sprzedała się w takiej ilości egzemplarzy.” To już mi nie odpowiada. Dlatego wracam do powodów, dla których pierwszy raz zakochałem się w muzyce.

Dz: Czy przestawałeś kochać muzykę?
A: Nie muzykę, ale myślę, że sam przemysł muzyczny może stłamsić w tobie tę prawdziwą miłość. Ale dopóki trzymasz się tej miłości do sztuki jaką jest muzyka, do śpiewania, do pisania piosenek, biznes da się wytrzymać. Ale musisz trzymać go na bezpieczny dystans od muzyki jako sztuki.

Dz: Wyglądasz mi na dobrego, otwartego i chętnego do współpracy.
A: Tak. Tak, uwielbiam zespoły. Uwielbiam współpracować z innymi, uwielbiam improwizację, lubię wymieniać się pomysłami. Ja po prostu lubię pracować z ludźmi. Kocham to.

Dz: A kiedy z kimś współpracujesz, ponieważ jak słuchałam i oglądałam lyric video do Two Fux, które niedawno się pojawiło – tak przy okazji, uwielbiam to video…
A: Jest urocze, prawda?

Dz: Tak, bardzo urocze!
A: Jestem z niego bardzo zadowolony.

Dz: To wydaje się dla ciebie bardzo osobiste. [Adam przytakuje] Więc kiedy trwa współpraca z kimś, jak zachowujesz w niej Adama?

A: To też dojrzewający proces. Wiesz były takie momenty… Jestem bardzo dumny z trzonu mojej pracy, oczywiście. Jestem bardzo zadowolony z muzyki, którą wydałem przez ostatnie osiem lat. Ale były takie chwile, kiedy nie byłem pewien, nie wiedziałem, co robić. I wtedy mogłem pracować z ludźmi, którzy byli silni, którzy mieli dużo doświadczenia. Mogłem pozwolić im to prowadzić. Ten projekt jest tego przeciwieństwem. Naprawdę czuję, że to ja tu siedzę za kierownicą. Wróciłem do domu z Australii pod koniec zeszłego roku, zadzwoniłem do kilku tekściarzy, których znam, którzy są moimi przyjaciółmi i spytałem: „Hej, macie jakąś muzykę, nad którą moglibyśmy popracować?” Więc poszliśmy do studia i właściwie dwoje moich przyjaciół wpadło na pomysł Two Fux. Moja przyjaciółka Sarah miała coś dla nas. I spytali: „Co sądzisz o tym pomyśle? To jest bardzo nowe.” Przesłuchałem to i powiedziałem: „Sam mógłbym coś takiego napisać. Jest świetnie.” Więc zabraliśmy się za dalszą obróbkę i razem w studiu stworzyliśmy z tego to, czym jest teraz. Ale muszę im oddać należne uznanie, bo to najpierw było ich dziecko.

Dz: To jakie są twoje plany odnośnie nowej muzyki?
A: Mam więcej muzyki, która jest już nagrana i obecnie jest miksowana. Jestem nią bardzo podekscytowany. Jest tam coś dla wszystkich. I wiesz, temat jest taki… Wcześniej podążałem za pierwotną euforią, pragnąłem, starałem się dosięgnąć czegoś poza moim dostępem. A teraz, z tym projektem, tematem przewodnim jest: Okej, za co jestem wdzięczny? Co już mam? Gdzie znajduję swoją satysfakcję? Gdzie jestem teraz? Zamiast patrzeć na zewnątrz, patrzę bezpośrednio na swoje wnętrze.

Dz: Ma to związek z kontrolą?
A: Tak, zdecydowanie. Częściowo to takie poddanie się. Bo przecież jest w porządku. Jestem zadowolony. Jestem tam, gdzie mam być. Powinienem to celebrować.

Dz: Jak utrzymujesz pęd podczas trasy z Queen? Bo to przecież… Nawet nie mogę sobie tego wyobrazić!
A: To zdecydowanie zabiera dużo energii. To mnóstwo śpiewania. Ale wiesz, odpoczynek jest ważny, trzeba się naładować. Ale to, co jest fajne w tej trasie, to że strona wizualna koncertu jest największa, jaką kiedykolwiek mieliśmy. Jest video, wiele fajnych rzeczy dzieje się na scenie. To wychodzi ponad to, co robiliśmy trzy lata temu podczas trasy po Ameryce Północnej. I to utrzymuje w nas tę energię. No i oczywiście stroje. [uśmiecha się szeroko] Uwielbiam zmieniać stroje! Kupuję nowe buty. Czuję się odrodzony i odświeżony, jak kupię sobie nowe buty.

Dz: Masz ulubiony strój na tej trasie?
A: Uwielbiam wszystkie. Moja garderobiana jest niesamowita i bardzo cierpliwa przy moich pomysłach. Śmieje się ze mnie, bo często przychodzę i mówię: „Nie chcę tego dzisiaj nosić, chcę coś innego.” I wtedy zbieramy wszystko i kompletujemy jakiś strój. Jestem takim dzieckiem bawiącym się w przebieranki. Zawsze będę tym dzieckiem.

Dz: Czym różni się to, co było za czasów Amerykańskiego Idola od tego, co jest teraz?
A: To była dzika przygoda. We wszystkich aspektach. Teraz czuję się bardzo wolny, czuję się komfortowo. Chyba w końcu zdałem sobie sprawę, że życie jest takie, jakie je sobie stworzysz. I jeśli rzeczywiście chcesz się czuć usatysfakcjonowany, szczęśliwy i spełniony w kwestii swojej kariery, musisz robić to, co chcesz. Nie pozwól, by inni mówili ci, co masz robić. Rób to, na co masz ochotę. Ja właśnie to robię i to kocham.

Dz: Dziękuję, Adamie. Świetnie się z tobą rozmawiało.
A: Dziękuję ci bardzo.

1Fatalizm – wiara w przeznaczenie


Opublikowany w News

Dodaj komentarz

*