“Staliśmy się rodziną” – Adam Lambert o Queen, swojej solowej karierze i o tym, jak Simon Cowell w końcu się ogarnął

Tłumaczenie wywiadu dla portalu NME. Tłumaczenie-Annie

W odbiorze czytanego tekstu mogą (ale nie muszą 😉 ) przeszkadzać niecenzuralne słowa,które tu padają. Niemniej jednak przyjemnej lektury.

WYWIAD

Nikt nie mógłby zastąpić legendarnego frontmana Queen Freddiego Mercury’ego, ale fani zdążyli polubić Adama Lamberta odkąd występuje z zespołem od 2011 roku. Adam zyskał sławę w Amerykańskim Idolu, gdzie poszedł na casting z Bohemian Rhapsody, czym zwrócił na siebie uwagę oryginalnych członków zespołu Briana Maya i Rogera Taylora – spełniły się marzenia i tak dalej. To będzie wielki rok dla fanów Queen – Amerykę Północną czeka wielka trasa koncertowa we wrześniu, a już w listopadzie odbędzie się premiera biograficznego filmu o Freddiem Mercurym „Bohemian Rhapsody”. Film nie obył się bez kontrowersji – reżyser Bryan Singer i gwiazda Sacha Baron Cohen zrezygnowali z niego w połowie produkcji, zastąpieni przez Dextera Fletchera i Rami’ego Maleka, a ostatnio wydany zwiastun został oskarżony o tuszowanie homoseksualizmu Freddiego.

Spotkaliśmy się z Adamem, bo porozmawiać o jego nadchodzącym solowym albumie, o Queen i o filmie.

Twoje koncerty z Queen stają się coraz większe. Czy gdybyś rozpoczynał od takiego poziomu, na jakim jesteście teraz, czy uważasz, że byłoby to dla Ciebie zbyt onieśmielające?

Cóż, pierwszy pełen koncert, który z nimi grałem był totalnie onieśmielający. Graliśmy na Ukrainie, gdzie było ćwierć miliona ludzi! Byłem przerażony. A jeszcze miałem tylko dziewięć dni prób przed dwugodzinnym koncertem. Miałem absolutny natłok myśli, byłem tak przerażony. Myślę, że od tego czasu dzięki Queen stałem się silniejszy, lepszy i bardziej pewny siebie. W ciągu tych sześciu lat rozwinął się nie tylko nasz koncert, ale i ja.

Czy były piosenki, których nie byłeś na początku w stanie opanować, a teraz już się ich nauczyłeś?

Było kilka trudnych do nauczenia się. Takie „Don’t Stop Me Now” – tam jest zajebiście dużo tekstu! W wielu piosenkach jest też coś takiego, że Fredddie bawił się w nich frazami – czasem wchodził w melodię, a czasem specjalnie ją omijał. Więc kiedy próbujesz nauczyć się tych piosenek i słuchasz nagrań, to myślisz sobie „Co on wyprawia? Nie chcę go papugować, ale jak leci ta pieprzona melodia?”

Mówiłeś o tym, że żyjemy obecnie w świecie, który jest przyjaźniej nastawiony do homoseksualnych celebrytów. To prawda, ale czy homoseksualni aktorzy, których można by wpisać na listę najlepszych, wciąż nie pozostają rzadkością?

Telewizja jest z jakiegoś powodu bardziej progresywna. Może to dlatego, że wszystko opiera się na finansach. Przy filmie musisz wyjść z domu i kupić bilet. Chodzi o sprzedaż. A ludzie i tak już mają wykupioną telewizję satelitarną czy konto na serwisie streamingowym. Już tam są. Może to takie moralne zadanie telewizji, aby edukować masy i przedstawić im bohaterów z najróżniejszych dziedzin życia, którzy identyfikują się w najróżniejszy sposób – wliczając w to homoseksualistów, transseksualistów i ludzi mieszanej rasy. Moim zdaniem telewizja dobrze porusza te wszystkie problemy, które widzimy w naszym świecie.

Znalazłeś sławę w Amerykańskim Idolu. Czy kiedykolwiek przeprowadziłeś sam ze sobą rozmowę o tym, czy i jakie części swojej osobowości chciałbyś wyciszyć?

Nie, nigdy. Nie sądzę, bym kiedykolwiek coś wyciszał.

Nie, właśnie o to mi chodzi. Ale czy się nad tym zastanawiałeś?

Do tej pory nie była to świadoma myśl. Zdaję sobie sprawę, że do mojego sezonu w Idolu, kiedy homoseksualista pojawiał się w programie, to zawsze było to oczywiste, że to gej. Że to żart. Wyśmiewali się z takiej osoby. Simon [Cowell] robił sobie żarty z takiej osoby. To był taki komediowy aspekt. „Nie możesz zrobić kariery jako wydający albumy piosenkarz, jesteś zbyt zniewieściały.” Będąc szczerym, niektórzy z nich naprawdę nie byli zbyt uzdolnieni wokalnie, ale pojawiło się kilku naprawdę dobrych piosenkarzy. I nikt nie brał ich na poważnie. Jeden z nich w końcu wziął udział w Drag Race. Znasz Adore Delano? Wystąpił jako Danny w Amerykańskim Idolu wiele lat wcześniej niż w Drag Race, a jest dobrym piosenkarzem.

I zrobili z niego żart w Amerykańskim Idolu?

Simon dawał mu nieźle w kość. I nie był jedyny – było takich osób więcej. Dla mnie, idea bycia gwiazdą muzyki wydawała się mrzonką. Niemożliwe, żebym został solowym artystą – oni nie szukają kogoś takiego, jak ja. Wcześniej nigdy nawet nie sądziłem, że pojawię się w programie. Byłem po prostu fanem. Jak tam szedłem, to zastanawiałem się: „czy stanę się kolejnym uczestnikiem, z którego będą się śmiać?” To mogło być tylko gdzieś w podświadomości, ale ja wiedziałem, że muszę iść do przodu. Za każdym razem, kiedy dostawałem się dalej, myślałem sobie: „Och, oni mnie lubią, to działa!”.

Czy spotykasz czasem Simona Cowella?

Natrafiłem na niego, kiedy występowałem w X Factorze. Śpiewałem wtedy w finale i to był pierwszy raz od dziesięciu lat, jak go widziałem. Był miły. Powiedział: „Dobrze cię widzieć – dobra robota.”

I to wszystko, co mówiłeś o tym, jak żartował sobie z homoseksualnych uczestników, wydaje się w 2018 roku takie dziwne.

Myślę, że się zmienił. Zmądrzał w tej kwestii i szybko zrozumiał, że takie komentarze nie są już akceptowalne.

Tak, to wspaniałe, jak kultura się zmienia.

To, co ciekawe w Idolu, to że jak trafisz do top 12 czy top 13, to nie możesz rozmawiać z prasą. Odizolowują cię. Musiałem usunąć Facebooka, Twittera jeszcze wtedy nie mieliśmy. Wyciekło wtedy kilka zdjęć z mojego Facebooka, na których całowałem mojego byłego chłopaka, przebrany i wymalowany. Prasa pytała mnie: „To ty?”, a ja na to „Tak! To ja.” I wtedy to się stało, kot wyszedł z worka. Program dobiegł końca, a ja pomyślałem sobie „Wreszcie mogę odpowiedzieć na te bzdury.” Zdecydowaliśmy się wykorzystać przewagę i odpowiedzieć na okładce Rolling Stone, co było dość ekstrawaganckie.

To musiał być dla Ciebie szalony czas.

To było ciekawe, ponieważ niektórzy członkowie społeczeństwa LGBT pytali mnie: „Czemu się nie ujawnisz?”. A ja pomyślałem sobie „Przecież niczego nie ukrywam!”. Nie zdawałem sobie sprawy, że kiedy jesteś wystawiony na opinię publiczną, to musisz to zadeklarować. Ciekawie się tego uczyło na bieżąco. „Och, a więc to tak jest być homoseksualnym celebrytą.” Nie miałem wielu wzorów do naśladowania, dlatego nie wiedziałem, co robić, ani w jaki sposób.

Wspomniałeś, że przemysł muzyczny odsunął się od ciebie po tym, jak pocałowałeś mężczyznę podczas American Music Awards. Czy to dodało ci determinacji, aby być tak otwarty, jak jesteś teraz?

To zdecydowanie była moja reakcja, aby coś im udowodnić. Potem szybko zrozumiałem, że mogę przez to stracić swoją szansę, a z takiej pozycji trudno się wydostać. Moje cele były bardzo konkretne. Wyrażałem się jasno, w co wierzę, a ja zawsze lubiłem sprzeciwiać się, debatować i udowadniać, że mam rację. Ale nie chciałem utracić mojej szansy. Chciałem zrobić karierę, na co miałem okazję, ale to wywołało u mnie pewien konflikt. Nie wiedziałem, co robić. Bałem się. Wycofałem się trochę i osiągnąłem sukces. A potem pojechałem w trasę po wydaniu swojego albumu [debiutancki „For Your Entertainment”, 2009] i skupiłem się już tylko na tym. Całowałem muzyka z zespołu na każdym koncercie, aby udowodnić, że mam rację.

To interesujące, co mówisz o byciu przedstawionym całej Ameryce, kiedy Queen byli tak zniewieściali w czasie, gdy bycie otwarcie gejem stanowiło wielkie tabu. Zastanawiasz się, jak taka teatralna, ewidentnie gejowska muzyka docierała do masowej publiczności w latach 70.

No tak, ale w latach siedemdziesiątych bycie seksualnie niejednoznacznym było niemalże w modzie. Fajnie było być zniewieściałym, dwupłciowym. On jest? A może nie jest? To było takie rock’n’roll. Bowie to robił, Freddie, Mick Jagger. To był produkt tamtych czasów. Ludzie byli już po „wolnej miłości” lat sześćdziesiątych. Wtedy miało miejsce dużo imprezowania, dużo seksu i dużo rock’n’rolla. A potem przyszła administracja Reagana. Wszystko stało się konserwatywne, jak reforma „Wojna z narkotykami”. Wtedy też uderzyło AIDS – i wszyscy spanikowali. Wszystko stało się bardzo niebezpieczne i bardzo złe. Ludzie zamknęli się w sobie. Popatrz na George’a Michaela – walczył z tym całą swoją karierę.

Bowie i Stonesi zdawali się kontrkulturowi. A Queen jednak nie.

Jeżeli chodzi o Queen, to było w nich coś bardzo subtelnego i mądrego. Freddie flirtował z tabu o swojej orientacji. To stanowiło temat tabu w mediach – oni się tego bali. Fan rocka nie chciał się z tym zmierzyć, nie chciał zadawać pytań. Oni mieli dziwaczne, żartobliwe i ekstrawaganckie piosenki, ale balansowali je hard-rockową petardą.

Widziałeś nadchodzący film biograficzny o Freddiem, „Bohemian Rhapsody”?

Nie, ale widziałem zwiastun i wygląda on świetnie. On [Rami Malek, aktor, który wciela się w rolę Freddiego] wygląda zupełnie jak Freddie. Lubię muzykę w trailerze i sposób, w jaki połączyli ze sobą te wszystkie piosenki – słyszałem, że w filmie dużo mówi się o tym, jak te utwory powstawały.

Co myślisz na temat kontrowersji z odejściem Sashy Barona Cohena z tego projektu? Mówił, że zespół za bardzo wtrącał się do filmu i że próbowali manipulować narracją.

Cóż, jak ty byś się czuł, gdybyś stracił pracę? [śmieje się] Musiał powiedzieć różne dziwactwa,

Powiedział, że chcieli, żeby Freddie umarł w połowie, a potem reszta filmu opierałaby się na tym, jak zespół dalej radził sobie bez niego.

Nie wiem, nie było mnie przy tym. Nie wiem, jak to się potoczyło. No ale pomyśl, jak byś się czuł, gdybyś stracił pracę? Powiedziałbyś cokolwiek.

Niektórzy zarzekają się, że zwiastun „sheteroseksualizował” orientację Freddiego…

Zwiastun? Jak zwiastun…?

i że ograniczył jego orientację seksualną. Bo, przykładowo, nie widzieliśmy Freddiego z mężczyzną.

Widziałem go z mężczyzną. Przy pianinie.

Oficjalne streszczenie od The Fox mówi, że film opowiada o nim walczącym z „zagrażającą życiu chorobą”, ale nie wspomina, że chodzi o AIDS.

Nie widziałem tego, to nie jest mój film. Chciałbym poczekać na premierę, żeby obejrzeć film, a potem będę mógł wyrazić swoją opinię. A nie tylko zwiastun. To trochę za wcześnie na takie konkluzje.

Porozmawiamy znowu, kiedy zobaczysz film. Łatwiejsze pytanie: twoja ulubiona piosenka Queen?

Kocham „Another One Bites The Dust”. Kocham tą linię basu. Kocham też „Somebody to Love”, uwielbiam ją śpiewać i uwielbiam jej tekst. Utożsamiam się ze słowami. Myślę sobie „Tak, proszę, niech się to wydarzy”. Kocham bardzo dużo ich piosenek, ale z różnych powodów. Śpiewanie „Who Wants To Live Forever” jest takie angażujące. Daje poczucie uwolnienia. Brian napisał ją o swoim ojcu, ale kiedy śpiewam ją teraz, kiedy ją słyszę – ta piosenka jest oczywiście czymś, co utożsamiam z Freddiem.

Planujesz wydać w tym roku materiał solowy. Czego możemy się spodziewać? I kiedy usłyszymy ten album?

Nie jestem jeszcze pewien. Jestem już daleko w procesie tworzenia i tym razem nie spieszyłem się ze stworzeniem czegoś, co kocham. Trudno opisać ten album, bo nie jest skupiony na jednym gatunku. Po prostu pisałem to, co miałem ochotę pisać. Jestem bardzo podekscytowany! Zawiera w sobie wpływy wszystkiego, co mnie otacza, a ja chciałem stworzyć płytę zawierającą w sobie wszystkie moje inspiracje od początku mojej kariery. I właśnie to zrobiłem. Wrócę do studia, kiedy skończy się trasa z Queen.

Mówiłeś o tym, że łatwo wpaść w muzyczne trendy. Czy znalazłeś już swoje unikalne miejsce w 2018 roku?

Myślę, że znalazłem je o wiele dokładniej niż kiedykolwiek wcześniej. Po prostu słucham samego siebie i tego, co ja chcę zrobić i co się u mnie sprawdza. Wpływają na mnie wszystkie rzeczy, które pokochałem na przestrzeni lat i teraz, zamiast skupiać się na trendach, jestem bardziej pewny siebie w zajmowaniu się moją własną robotą. Więc w sumie chodzi głównie o kierowanie się takim wewnętrznym głosem.

Ostatnie pytanie. Jak podsumowałbyś Briana Maya?

Jest myślicielem i czuciowcem. Lubi się wgłębić w temat, zarówno naukowy, jak i emocjonalny. Jest super skoncentrowany na emocjach, które chce osiągnąć. Czasem zabierze mu to chwilę. Nie jest impulsywny. Z kolei Roger jest ognisty i impulsywny. Jest perkusistą – jest błyskotliwy i efektowny. To takie bardzo rock’n’roll. Świetnie się dopasowują. Byli oryginalnymi twórcami zespołu przed Freddiem. Byli zawsze bardzo otwarci i ciepli w stosunku do mnie. Staliśmy się rodziną i ufamy sobie.


Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.