Wywiad z Adamem Lambertem na portalu Entertainment Weekly

Portal Entertainemnt Weekly przeprowadził wywiad z  Adamem Lambertem 7.04.2016 roku. Tłumaczenie- Annie.

ORYGINALNY ARTYKUŁ

Amerykański Idol

Swoim pojawieniem się w 8 sezonie, Adam Lambert dał Amerykańskiemu Idolowi potrzebnego kopa, którego show potrzebował, kiedy oglądalność zaczęła spadać. Piosenkarz o rockowym głosie, pochodzący z teatru muzycznego, zapisał się natychmiast jako jeden z uczestników o największej oglądalności, śpiewając swoją interpretację „Bohemian Rhapsody” od Queen podczas pierwszego castingu. Tak właściwie, to jego występ tak zapadł w pamięć, że obecnie koncertuje on i jeździ w trasy jako frontman zespołu Queen.

Od czasu Idola, wydał trzy albumy solo, które osiągnęły sukces, a obecnie przygotowuje się do udziału w Rocky Horror Picture Show telewizji Fox. Ale przed tym wszystkim, Adam Lambert był – jak sam się opisywał – dzieckiem teatru, któremu nie wydawało się, by miało jakiekolwiek szanse w tego typu konkursie. Przed finałem Amerykańskiego Idola w ten czwartek, Lambert wrócił myślami do procesu, jakim było zgłoszenie się do programu, swojej strategii, by dostać się do finału i zwrotach akcji niczym z reality show, które prawie zostały wdrożone w tym sezonie przez producentów.

ENTERTAINMENT WEEKLY: Co myślałeś o programie, zanim wziąłeś w nim udział?

ADAM LAMBERT: Zawsze byłem fanem tego show. Pamiętam oglądanie pierwszej edycji, kiedy wygrała Kelly Clarkson. Jestem piosenkarzem i zawsze byłem piosenkarzem i dzieckiem teatru. Cotygodniowe oglądanie zmagań młodych piosenkarzy było ekscytujące, ponieważ dawno nie mieliśmy w Stanach czegoś takiego.

Co sprawiło, że zgłosiłeś się do programu i jak wyglądał ten proces?

Wiesz, myślę, że gdzieś z tyłu głowy, jak oglądałem Idola, myślałem sobie: „Wow, to byłoby naprawdę fajne”, ale nigdy nie uważałem, że mógłbym być odpowiednim rodzajem wykonawcy… Nie sądziłem, że nadałbym się do programu. Myślałem: „Och, nie jestem typem, którego oni szukają”. A potem, z biegiem czasu zacząłem angażować się w moją własną muzykę i tekściarstwo, miałem też zespół przez jakiś czas, i w końcu jak kończyłem 27 lat, doszedłem do momentu w mojej karierze, kiedy chciałem, by coś się zdarzyło, bo w sumie to wszystko stało w miejscu. No i pomyślałem: „Czemu po prostu nie spróbuję? Dlaczego się nie sprawdzić?”, nawet jeśli wciąż nie sądziłem, że mam jakieś szanse. A potem tydzień po tygodniu wszystko zaczynało się układać. Nie mogłem w to uwierzyć, zawsze byłem zaskoczony. Nigdy bym nie przypuszczał, że odniosę sukces i to mnie powaliło. Miałem wielkie szczęście.

Wiele zależało od tego przesłuchania!

Dla mnie stawka była wysoka, ponieważ po wstępnych przesłuchaniach jest jeszcze kilka kolejnych rund zanim możesz chociażby spotkać sędziów z telewizji, a po tym jak przeszedłem pierwsze dwie z producentami, musiałem rzucić pracę, aby iść dalej, ponieważ zasady zabraniają posiadania jakiegokolwiek kontraktu w przemyśle rozrywkowym. Musiałem obciąć wszystkie powiązania i zrezygnować z pracy, a to było moje źródło dochodu: w ten sposób zarabiałem na ubezpieczenie zdrowotne i inne rzeczy. Musiałem rzucić pracę, aby przejść dalej, więc to było wielkim ryzykiem.

Kiedy musiałeś powziąć taką decyzję?

To była druga runda po tym, jak przyszedłem na casting. Producenci wzięli mnie na bok i powiedzieli: „Okej, lubimy cię, chcemy, żebyś przeszedł dalej, ale nie możesz tego robić. Musisz zrezygnować zanim trafisz przed sędziów z telewizji.” Więc kiedy przyszło do zaśpiewania przed Simonem [Cowellem], Paulą [Abdul], Randy’m [Jacksonem] i Karą [Diogaurdi], w mojej głowie była ta myśl: „Jeśli ci się nie uda, to już po tobie.” Poszedłem tam i jakoś tak wszystko się udało. Czułem się nerwowy, ale miałem dobry stosunek z sędziami. Patrzyłem na nich, gawędziłem z nimi i czułem, że to był dobry repertuar i oni zwrócili na mnie uwagę. Pierwszą piosenką, jaką wykonałem było „Rock With You” Michaela Jacksona – ale nie zadziałała ona tak jak chciałem, a oni patrzyli na mnie tak trochę z ukosa. Więc powiedziałem: „Okej, okej, okej, mogę zrobić coś innego, ale co chcielibyście usłyszeć?”, a oni na to: „Co jeszcze masz?”. I wtedy zaśpiewałem „Bohemian Rhapsody”. I to im się spodobało i to wykorzystali w telewizji. Od razu zrozumiałem, że musiałem zdecydować, jaką drogą chcę iść przez program. A oglądając show przez dłuższy czas, zrozumiałem, że potrzebna jest strategia. Musisz wzbudzić w nich wizję siebie jako artysty, aby się udało. Więc w tym momencie zdecydowałem: „Zajmę się materiałem nieco w stylu retro i to będzie coś mojego.”

Czy kiedykolwiek przyzwyczaiłeś się do możliwości zostania wyeliminowanym czy za każdym razem było to równie stresujące?

Przez pierwsze kilka odcinków byłem bardzo niepewny, ale jak doszedłem tak do finałowej 7 czy 6, zacząłem czuć się bardziej komfortowo, zauważając, że miałem w konkursie dość silną pozycję, bo nie było tam nikogo takiego jak ja. Więc miałem tak jakby swoją własną drogę, którą mogłem podążać i to była dobra zabawa. Co do nerwów… Zawsze czułem adrenalinę podczas występu, ale nie było to takie… Z czasem czułem się coraz pewniejszy.

Co z innymi uczestnikami twojego sezonu? Czy naprawdę wspieraliście się tak, jak pokazywał to program?

Naprawdę mieliśmy w tym roku świetną grupę. Wszyscy się ze sobą dogadywaliśmy. To był konkurs, ale nie byłem takim typem rywala… Nie czułem, że koniecznie muszę wygrać z pozostałymi. Było to dla mnie raczej nasze rywalizowanie z samą grą i systemem, więc byłem w dobrych stosunkach ze wszystkimi. Zachęcałem wszystkich, by sobie wzajemnie pomagali. Nie byłem jedynym, wszyscy wspieraliśmy się, rzucaliśmy sugestie i pomysły na piosenki. Każdy chciał dać z siebie wszystko. To była dobra grupa.

Masz jakieś przyjemne wspomnienia z bycia finalistą albo z trasy?

Trasa była ciekawa. To było takie przejście między show a startem własnej kariery z nagrywaniem, więc był to bardzo ciekawy czas. Podczas trasy pracowałem nad swoim albumem, więc miałem wtedy trochę na głowie. To był pierwszy raz, kiedy koncertowałem na stadionach, przed tak wielką ilością ludzi, każdego wieczora, i było to bardzo ekscytujące. Ale było to też takie sprawdzenie się, jak umiesz zachować energię i upewnić się, czy twój głos da sobie radę każdej nocy. To był też pierwszy raz w tour busie, co jest zupełnie innym stylem życia. No i mieliśmy w sezonie o wiele więcej facetów niż dziewczyn. Więc był autobus dziewczyn, w którym było więcej przestrzeni i dodatkowego miejsca. Nasz był zapakowany. To w sumie ciekawe, bo wszyscy byliśmy z innych stanów, z innych środowisk. Bardzo się od siebie różniliśmy, więc to było niczym gotujący się kocioł.

Jak się czułeś, kiedy dowiedziałeś się, że to nie ty wygrałeś Amerykańskiego Idola?

Dostając się do finałowej trójki, wiedziałem już, że wiele możliwości stało przede mną otworem. Widziałem już ten show wcześniej i ludzie wygrywali lub nie, a i tak na tym się kończyło – program był ich jedyną okazją, by zabłysnąć. Ale wiedziałem też, że istnieje szansa, która prowadzi do czegoś większego i lepszego. Moim impulsem do pójścia na przesłuchanie było stworzenie większej ilości okazji dla siebie i wiedziałem, że to już się stało, kiedy zostaliśmy już tylko ja i Kris. Wiedziałem, że bardzo się od siebie różniliśmy, a ja miałem do Krisa wielki szacunek – myślę że jest świetnym muzykiem i bardzo miłym facetem. Byłem taki: „Patrz – nieważne, co się stanie, będzie dobrze. To po prostu głosowanie. Jeśli ludzie chcą słyszeć więcej jego muzyki, to zagłosują na niego, a jeśli wolą mnie, to to im się spodoba.” No i jak wiesz, Kris wygrał, i cieszyłem się jego szczęściem. Już wcześniej dowiedziałem się od ludzi z góry, że proponowano mi kontrakt w większej wytwórni i spełniłem swoje życzenie. Wiedziałem, że nagram album niezależnie od tego, czy wygram.

Show się kończy. Jak myślisz, co po sobie pozostawi?

Myślę, że jako program będzie on zapamiętany jako to niezwykłe telewizyjno-muzyczne widowisko. Pojawił się on w naszym kraju, kiedy potrzebowaliśmy jakiejś nadziei – tuż po wydarzeniach z 11 września. To zainspirowało ludzi, by zebrać się i dopingować uczestnika, zwykłego obywatela, no wiesz. I myślę, że przemysł muzyczny też potrzebował jakiegoś wstrząsu. Amerykański Idol zawsze będzie pamiętany jako trampolina dla wielu z nas, którym później udało się wydawać własną muzykę.

Czy jest cokolwiek, czego żałujesz odnośnie swojego występu w show albo co zrobiłbyś inaczej, jakbyś miał szansę?

Niczego nie żałuję. Podobało mi się to, dobrze się tam bawiłem. Mogłem pokazać Ameryce, kim jestem i co potrafię jako muzyk i artysta, a także przedstawić się publiczności, a obecnie nie jest łatwo zdobyć taką oglądalność. W moim sezonie miewaliśmy do 30 milionów widzów każdego tygodnia. To naprawdę wysoka oglądalność. Miałem wielkie szczęście. Pokazywałem się tym wszystkim ludziom z tym, co robiłem. Jeśli miałoby być coś, co chciałbym zrobić inaczej, to byłoby ciekawie zaśpiewać bardziej współczesny materiał. W tamtym czasie ciężko było dostać pozwolenie na taki materiał. Wiąże się z tym długi proces publikowania, zgody producenta, bo to oni muszą płacić za piosenki. Łatwiej uzyskać zgodę na starsze piosenki niż na nowoczesną muzykę pop. To mogłoby być interesujące.

Co jest najbardziej szaloną rzeczą, jakiej nigdy nie zobaczyli telewidzowie?

Wszyscy żyliśmy razem w jednym domu, kiedy byłem w programie. To był jedyny rok, kiedy zrobili coś takiego. Chcieli kręcić takie filmy zza kulis, coś w rodzaju Big Brothera, ale wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że tego nie chcemy. Grzecznie powiedzieliśmy, że to nie byłoby dla nas komfortowe. Nie na to się pisaliśmy. Nikt nie mówił, że to będzie element programu. Nie byliśmy na to przygotowani. Nie to chcieliśmy robić. Kiedy wchodzisz do programu, wiesz, czego chcesz i żadne z nas nie pisało się, by nasz wolny czas, który mieliśmy poświęcić na odpoczynek i naładowanie baterii, został uwieczniony przez kamery.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*